Gnocchi po włosku jest to liczba mnoga od słowa gnocco, czyli dosłownie "grudka", wydaje mi się, że jest to nazwa równie trafna co urocza, dlatego też lubię ją najbardziej. Istnieje jednak kilka innych teorii odnośnie nazwy, takich jak ta, że gnocchi pochodzi od słowa nocchio, czyli po prostu sęk. Wyżej pisałam, że gnocchi to południowy kuzyn naszych kopytek i jest w tym wiele racji, choć istnieją też oczywiście różnice, jak z kwadratem i prostokątem. Główna różnica polega na tym, że gnocchi można przyrządzić także z puree z warzywa innego niż ziemniak. Zatem bardzo popularne są gnocchi z buraków czy szpinaku z dodatkiem serka ricotta, nazywane w Toskanii strozzapreti. Ponad to Włosi zamiast przaśnej okrasy, dodają do klusek rozmaite sosy, od bolońskiego (który wybrałam) poprzez pesto, aż po funghi.
Gnocchi z sosem bolońskim
- 500g ziemniaków
- 100g mąki pszennej
- 1 jajko
- 0,5 łyżeczki soli
- 1 puszka pomidorów (bądź też 3 świeże pomidory)
- 200g zmielonego mięsa wieprzowego
- 1 cebula
- 2 ząbki czosnku
- 100g oliwek (ja niestety ich nie dodałam, a to błąd!)
- sól, pieprz, bazylia, zioła prowansalskie, papryka ostra i słodka
- 100g startego sera (gouda lub parmezan)
Ziemniaki ugotować w lekko osolonej wodzie, po czym wystudzić i rozgnieść na puree. W tym czasie podsmażyć mięso na patelni i dodać do lekko gotujących się pomidorów, na tym samym tłuszczu podsmażyć cebulę i również dodać ją do sosu. Przyprawić do smaku, wcisnąć czosnek i ewentualnie dorzucić oliwki, po czym zostawić na delikatnym ogniu, niech się dusi pod przykryciem. Do wystudzonych ziemniaków dać pozostałe składniki na ciasto i zagnieść. Powinno być lekko lepkie, ale o obsypaniu blatu i rąk mąką, nie powinno się już kleić. Podzielić na dwie części i z każdej uformować niezbyt gruby wałeczek. Odkrawać po kawałku, z którego można uformować kuleczkę i lekko rozgnieść widelcem, żeby uzyskać charakterystyczny dla gnocchi paskowy wzorek. Można też zostawić je w takiej formie, jak kopytka. Wrzucać na gotującą się, osoloną wodę, od razu po wrzuceniu ostatniego zamieszać, odczekać aż wszystkie wypłyną na powierzchnię i gotować jeszcze ~2 minut. Wyjmować łyżką cedzakową na talerzyk, polać sosem bolońskim i posypać startym, żółtym serem.
Smacznego!
Lubię te zienmniaczne "grudki":)
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawy wpis - nie wiedzialam o tej monecie! A gnocchi bardzo lubie i gdybym nalezala do tych szczesliwcow, ktorzy moga jesc do woli i nie tyc, pewnie jadlabym zdecydowanie czesciej :)
OdpowiedzUsuńNigdy nie robiłam gnocchi. Ale chętnie spróbuję w najbliższym czasie. Myślę, że Twój przepis posmakuje moim domownikom;)
OdpowiedzUsuńMam taką nadzieję, nam smakował bardzo bardzo. Szczególnie z dodatkiem sosu bolońskiego :D Choć myślę, że na słodko z bułeczką z masełkiem i cukrem, byłyby równie smaczne :]
OdpowiedzUsuńCo do monety to natrafiłam na tę informację całkiem przypadkiem, ale też mnie zaciekawiła, w sumie zastanawiam się ile jeszcze takich przesądów towarzyszy rozmaitym potrawom :]
TO TAK JAK POLSKIE KOPYTKA TYLKO ZE JESZCZE WIDELEC POTRZEBNY :)
OdpowiedzUsuń