Racuchy z jabłkami
- 3 szklanki mąki
- szczypta soli
- 1 i 1/2 szklanki ciepłej wody
- 20 g świeżych drożdży
- 3 łyżki cukru
- 2 łyżki oliwy lub oleju
- 3 jabłka
- olej do smażenia
- cukier puder na posypkę
Jeśli ciasto podwoiło już swoją objętość, wysypać stolnice mąką, wyjmować po jednej łyżce ciasta (dłonie można wysmarować oliwą, żeby ciasto się do nich nie kleiło), formować placuszek, na jego środek wyłożyć łyżeczkę jabłek i skleić jak pączka. Pozostawić na stolnicy przez ok. 15 minut, do ponownego podrośnięcia. Olej rozgrzać powoli, na średnim ogniu (inaczej racuszki szybko nam się spalą z wierzchu, w środku natomiast zostaną surowe). Można wrzucić kawałeczek ciasta, by sprawdzić, czy jest już gotowy. Ciasto powinno skwierczeć, ale nie pryskać, przyrumieniać się powoli. Smażymy racuszki z każdej strony przez ok. 2-3 minuty. Jeśli ktoś lubi jasną obwódkę dookoła, tłuszczu należy wlać troszkę mniej, ale tak, żeby racuszki nie dotykały dna patelni.
Podawać oprószone cukrem pudrem. Ja dałam radę dwóm na raz, mój mężczyzna wchłonął trzy i przez godzinę nie bardzo chciał się ruszać. Reszta została nam na tzw. "później", może jutro do pracy? :)
Smacznego!
W następnej kolejności zastanawiam się, co też ciekawego mogłabym zrobić tego dnia, gdzie wyjść, czego posłuchać, co poczytać lub co obejrzeć. Jeśli chodzi o wyjścia, to ciekawym pomysłem dla mieszkających w Krakowie wydaje mi się Wystawa Współczesnych Lalek Dollfie w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej "Manggha". Prześliczne, maleńki i te większe, każda unikalna, z inną mimiką, z innym spojrzeniem, innym klimatem. Laleczki mroczne, niczym wyciągnięte wprost z wiersza Edgara Allana Poe, laleczki radosne i jasne jak wiosenny poranek, laleczki słodkie i cukierkowe jak obrazki z lat pięćdziesiątych. I niech mi ktoś powie, że lalki nie mają duszy, to pogryzę :]

Poczytać natomiast mam zamiar Opowieści z Wilżyńskiej Doliny, pełne czarnego humoru i zgryźliwych uwag przygody Babci Jagódki, niepodzielnie rządzącej Wilżyńską Doliną, choć prawdopodobnie wójt i pleban mają inne zdanie na ten temat.
Obejrzeć zaś chciałabym jeszcze raz Shutter Island, choć po pierwszym obejrzeniu kołatała mi po głowie myśl: "widziałeś jeden film w tym klimacie, widziałeś je wszystkie". Fabuła była dość przewidująca, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że w sumie, to reżyser być może nawet chciał, żeby taka była. Film ma w sobie to coś, buduje napięcie, dozuje wskazówki najpierw powoli, by pod koniec przyspieszyć gwałtownie i doprowadzić do finału. Nie chcąc jednak zdradzać za wiele zamilknę w tym miejscu i zakończę na szczerym poleceniu Shutter Island każdemu, kto lubi się chwilę zadumać nad treścią, a nie tylko nad formą.
Ja też lubię tak się budzić.Zwłaszcza,kiedy w perspektywie mam takie pyszne racuchy!
OdpowiedzUsuńNie ma to jak poczciwe, sprawdzone racuszki - zawsze przepyszne :)
OdpowiedzUsuńCudowne, pulchne i po prostu wspaniałe!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)
sliczne racuszki:) takie puszyste i pyszne:)
OdpowiedzUsuńale pulchniutkie Zupełnie inne niż moje
OdpowiedzUsuńRacuchy, kocham. Kojarzą mi się z ciepłem, dzieciństwem, a nawet z latem - bo dwa lata temu smażyłyśmy z Mamą racuchy w jakiś rekordowych temperaturach upałowych :D
OdpowiedzUsuńA do Muzeum (...) się wybieram już od dłuższego czasu - tylko jakoś okolica nie bardzo mi po drodze i zawsze mi wypada 'coś innego'...
o jejku, wyglądają jak pączusie!
OdpowiedzUsuńsą urocze.
No to sa racuchy! Z drozdzami a nie oszukane z soda! Przecudnej wprost urody i mam tylko jedno pytanie - jak je zjesc a jednoczesnie nie jesc ciastowatych?! W tajemnicy sprzedam ci b dobry patent na pokusy - ulec im od razu! :)
OdpowiedzUsuńMuhaha, patent godny przekazania dalej :D
OdpowiedzUsuń