Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oliwki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oliwki. Pokaż wszystkie posty

29 kwietnia 2015

Sos pomidorowy


Dziś mam dla was propozycję obiadową, na jedno z ulubionych dań Tosi i podejrzewam większość dzieci będzie tym daniem zachwycona, tak jak zupą pomidorową! Sos pomidorowy do makaronu to taki klasyk, który zawsze wychodzi, coś co po prostu nie może się nie udać. Do tego danie jest bardzo szybkie w wykonaniu i smakowite, jak dotąd nie znalazł się taki grymaśnik, który nie chciałby go pochłonąć w całości.



Sos pomidorowy
(porcja na dwójkę dorosłych i dziecko)
  • 400g passaty bądź pomidorów świeżych/z kartonika
  • 250g dowolnego mielonego mięsa, najlepiej piersi z indyka
  • cebula
  • oliwki
  • ząbek czosnku
  • zioła
  • 300g makaronu/ryż
 Mięso podsmażyć krótko na oleju rzepakowym, chodzi o to, żeby nie traciło swoich soków w czasie dalszego gotowania. Jeśli używamy świeżych pomidorów, sparzyć je, obrać ze skórki, pokroić w dużą kostkę i gotować przez 20 minut, aż się rozpadną. Pomidory i mięso wrzucić do jednego garnka razem z posiekanymi oliwkami i posiekaną, lekko podsmażoną cebulą, ząbek czosnku przecisnąć przez praskę. Doprawić ziołami - do sosów pomidorowych typu włoskiego najlepiej pasuje bazylia, zioła prowansalskie, wszelkie papryki (słodka, wędzona, ostra, chili), oregano. Zagotować, zmniejszyć ogień na tyle, żeby sos tylko leciutko bulgotał i gotować przez 1-1,5, wtedy sos jest najlepszy. Można też zrobić wersję szybką, dla wygłodniałych bestii i wystarczy gotować sos 20-30 minut.
Podawać z makaronem albo ryżem. Mój mąż lubi też jeść ten sos jako ciepłe śniadanie z pieczywem.
Smacznego!


Zdjęcia pochodzą jeszcze z grudnia, ależ Tosia była wtedy jeszcze malutka, niewiarygodne :P



01 sierpnia 2011

Włochy: Cannelloni



Dziś dzień spod znaku braku czasu. Prawie wszystko poza szyciem strojów na Flamberg robię szybko i nie do końca tak dobrze, jakbym tego chciała. Wspominałam już o Flambergu? Nie? A zatem zdradzę Wam, że jest to moja i M. pasja, kultywowana przez niego od lat dziesięciu, przeze mnie od czterech. Jest to Konwent Terenowy, co oznacza, że jedziemy na dwa tygodnie pod namiot, gdzieś w okolicach jury krakowsko-częstochowskiej. Polega to na tym, że w czasie trwania konwentu odbywa się kilka LARPów (Live action role-playing), w różnych klimatach, od znanego nam z Władcy Pierścieni fantazy, poprzez klimat Gwiezdnych Wojen w science-fiction, aż po steampunk, gotyk, gry historyczne i całkiem nowe rzeczy, które ciężko gdzieś konkretnie sklasyfikować. Ludzie tłumnie przebierają się w klimatyczne stroje, otrzymują role i wychodzą w teren, by te role odegrać, rozwiązując przy okazji rozmaite intrygi przygotowane przez twórców poszczególnych LARPów.
Zwieńczeniem jest Gra Główna konwentu, trwająca trzy dni (z przerwą wieczorno-nocną :]), do której przygotowania mogą trwać nawet cały rok. Twórcy gry wzbijają się na wyżyny pomysłowości i kreatywności, by co roku kontynuować historię niezwykłego miejsca. W Grze Głównej niejednokrotnie biorą udział setki osób, graczy w drużynach oraz tzw. NPC, czyli graczy niezależnych, działających na rzecz scenariusza i dającym drużynom zadania oraz zagadki do rozwiązania. Wszystko musi być odegrane klimatycznie i z wczuciem, stroje powinny porażać barwnością i kunsztem. Dlatego też od dwóch tygodni ślęczę uparcie nad maszyną do szycia, igłą, nitką i rozmaitymi tkaninami, by wyczarować z nich niezapomniane stroje. Mogę powiedzieć, że w tym roku jestem z siebie wyjątkowo zadowolona, ponieważ stroje obmyśliłam i uszyłam niemalże w całości sama i mam nadzieję, że będą się prezentować cudownie.
Co zaś się tyczy dzisiejszej propozycji, to będzie to jeszcze przedostatnia propozycja włoska, podobnie jak jutro, ponieważ dzięki szyciu mam mały poślizg kulinarno-fotograficzny. A zatem dziś cannelloni, a jutro semi-freddo. Obie propozycje są niezwykle smaczne, prościutkie i bardzo włoskie.


Cannelloni

  • sos przygotowany do gnocchi
  • 1 opakowanie rurek cannelloni
  • 200g sera żółtego (gouda)

Przygotowanie sosu oraz wszystkie niezbędne składniki przedstawiłam Wam w TYM przepisie, kiedy jest już gotowy, wystarczy wcisnąć po łyżce do każdej rurki i ułożyć je jedna obok drugiej w żaroodpornym naczyniu bądź keksówce. Resztką sosu można polać cannelloni na wierzchu i posypać startym żółtym serem. Zapiekać przez 30 minut pod przykryciem i 10 minut bez przykrycia.
Smacznego!


29 lipca 2011

Włochy: Gnocchi




Ostatnie dni miesiąca włoskiego powinny obfitować w rozmaitości kulinarne absolutnie typowe dla tego regionu Europy. Stwierdzam jednak, że to dość trudne, ponieważ Polacy podobnie jak Włosi równie mocno są rozkochani w kluskach wszelkiej maści i rodzajów. Niemalże każdy przepis, który wypróbowuje zawiera w sobie jakąś kluskę, czy to makaronową, czy bardziej rozciapcianą na samej mące i wodzie. I tak włoskie ravioli to według mnie nic innego, jak nasze pierogi, a moja dzisiejsza propozycja niewątpliwie ma wiele wspólnego z naszymi kopytkami. W zasadzie można nawet powiedzieć, że baza na ciasto jest mocno zbieżna z knedlami, jak z resztą większość klusek z ziemniaczanym puree. Tak więc dziś będzie bardziej swojsko, choć mój dodatek do gnocchi, bardzo włoski sos, na pewno zapachnie każdemu południem.
Gnocchi po włosku jest to liczba mnoga od słowa gnocco, czyli dosłownie "grudka", wydaje mi się, że jest to nazwa równie trafna co urocza, dlatego też lubię ją najbardziej. Istnieje jednak kilka innych teorii odnośnie nazwy, takich jak ta, że gnocchi pochodzi od słowa nocchio, czyli po prostu sęk. Wyżej pisałam, że gnocchi to południowy kuzyn naszych kopytek i jest w tym wiele racji, choć istnieją też oczywiście różnice, jak z kwadratem i prostokątem. Główna różnica polega na tym, że gnocchi można przyrządzić także z puree z warzywa innego niż ziemniak. Zatem bardzo popularne są gnocchi z buraków czy szpinaku z dodatkiem serka ricotta, nazywane w Toskanii strozzapreti. Ponad to Włosi zamiast przaśnej okrasy, dodają do klusek rozmaite sosy, od bolońskiego (który wybrałam) poprzez pesto, aż po funghi.
Oryginalny przepis według podań pochodzi z Bliskiego Wschodu, a pierwsze wzmianki na jego temat we Włoszech pojawiły się już w XIV wieku. Później zrobiły ogromną furorę w całej Europie, aż w końcu na początku XX wieku, wraz z włoskimi imigrantami, wypłynęły za ocean. W Ameryce Południowej zostały wchłonięte przez tamtejszą kuchnię, jako potrawa tania i szybka w przygotowaniu. Spodobała się tubylcom tak bardzo, że 29-go dnia każdego miesiąca wyznaczono Dia de Ñoquis (Dzień Gnocchi), jako że był to ostatni dzień przed wypłatami i wiele rodzin nie miało już co włożyć do garnka. Toteż bardzo tanie gnocchi było dla nich wybawieniem. Dodatkowo ludzie wierzyli, że umieszczając monetę pod talerzem z gnocchi sprowadzą na dom dobrobyt.





Gnocchi z sosem bolońskim

  • 500g ziemniaków
  • 100g mąki pszennej
  • 1 jajko
  • 0,5 łyżeczki soli
 
  • 1 puszka pomidorów (bądź też 3 świeże pomidory)
  • 200g zmielonego mięsa wieprzowego
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 100g oliwek (ja niestety ich nie dodałam, a to błąd!)
  • sól, pieprz, bazylia, zioła prowansalskie, papryka ostra i słodka
  • 100g startego sera (gouda lub parmezan)

Ziemniaki ugotować w lekko osolonej wodzie, po czym wystudzić i rozgnieść na puree. W tym czasie podsmażyć mięso na patelni i dodać do lekko gotujących się pomidorów, na tym samym tłuszczu podsmażyć cebulę i również dodać ją do sosu. Przyprawić do smaku, wcisnąć czosnek i ewentualnie dorzucić oliwki, po czym zostawić na delikatnym ogniu, niech się dusi pod przykryciem. Do wystudzonych ziemniaków dać pozostałe składniki na ciasto i zagnieść. Powinno być lekko lepkie, ale o obsypaniu blatu i rąk mąką, nie powinno się już kleić. Podzielić na dwie części i z każdej uformować niezbyt gruby wałeczek. Odkrawać po kawałku, z którego można uformować kuleczkę i lekko rozgnieść widelcem, żeby uzyskać charakterystyczny dla gnocchi paskowy wzorek. Można też zostawić je w takiej formie, jak kopytka. Wrzucać na gotującą się, osoloną wodę, od razu po wrzuceniu ostatniego zamieszać, odczekać aż wszystkie wypłyną na powierzchnię i gotować jeszcze ~2 minut. Wyjmować łyżką cedzakową na talerzyk, polać sosem bolońskim i posypać startym, żółtym serem.
Smacznego!


25 lipca 2011

Włochy: Lasagne


Kiedy za oknem pada deszcz, a nam pozostaje tylko rozpłaszczyć nos na szybie i słuchać kropel deszczu uderzających o ziemię, dobrze jest zjeść coś, co przywodzi na myśl słońce i ciepłą, letnią bryzę znad morza Śródziemnego. Zatem moja dzisiejsza propozycja to Lasagne, tradycyjna potrawa kuchni włoskiej, prosta w przygotowaniu i bardzo smaczna. Tradycyjnych przepisów, jak to zwykle we Włoszech, jest tyle ile kuchni. Można zatem zrobić lasagne z dodatkiem sosu beszamelowego, ale można też zrobić nieco lżejszą wersję z sosem pomidorowym, którą też przygotowałam razem z mamą. Znana jest też wersja ze szpinakiem lub szparagami, niektórzy moi znajomi lubią też wersję z samymi pieczarkami. Najbardziej klasyczna wersja zakłada obecność między płatkami lasagne mielonego mięsa wieprzowego, ale bardzo dobra jest także wersja z kurczakiem.
 Skąd natomiast wziął się pomysł na lasagne? Otóż istnieją trzy teorie na ten temat. Dwie najbardziej prawdopodobne mówią, że potrawa pochodzi ze starożytnej Grecji, sama nazwa kojarzyć się może bowiem z greckim laganoz, które oznacza ciasto bez drożdży, z samej mąki i wody, płaski arkusz ciasta makaronowego pokrojony w paski, bądź lasanon, które oznacza trójnogi stojak pod garnek z wodą. Włosi "pożyczyli" sobie drugie słowo, by nazwać nim garnek do gotowania makaronu. Słowo z czasem awansowało jako nazwa dla całej potrawy makaronowej.
Trzecia teoria natomiast sugeruje, że lasagne pochodzi od czternastowiecznego, angielskiego przepisu na Loseyn pochodzącego z książki "The Forme of Cury", bardzo popularnej za czasów panowania Ryszarda II. Teoria o tyle kontrowersyjna, że według wszelkich podań pomidory stały się popularne w zachodniej Europie dopiero za czasów Kolumba.


Lasagne
  • 1 opakowanie płatków makaronowych do Lasagne
  • 2 podwójne piersi z kurczaka
  • 2 puszki pomidorów
  • 1 papryka
  • 2 ogórki konserwowe
  • 1 duża cebula
  • 100g oliwek
  • 400g pieczarek
  • 200g żółtego sera
  • garść listków bazylii
  • sól, pieprz, ostra papryka, zioła prowansalskie

Pierś z kurczaka pokroić w drobną kosteczkę i namoczyć w sosie sojowym, na pół godziny wstawić do lodówki. W kosteczkę pokroić też paprykę, ogórki i cebulę. Pomidory wrzucić do rondelka razem z posiekaną bazylią i zagotować. W tym czasie pokroić umyte pieczarki i lekko podsmażyć, na tarce o grubych oczkach zetrzeć żółty ser. Wszystkie składniki poza makaronem, mięsem i serem wrzucić do rondelka razem z sosem pomidorowym i dusić pod przykryciem. W tym czasie podsmażyć kurczaka, a zaraz po nim cebulę. W dużym naczyniu żaroodpornym układać kolejno płatki makaronowe, sos pomidorowy i cebulę z kurczakiem, aż do wykończenia wszystkich składników. Na samym wierzchu wysypać starty żółty ser. Piec w piekarniku nagrzanym do 180 C przez 20 minut pod przykryciem i kolejne 20 minut bez przykrycia.
Smacznego!