Pokazywanie postów oznaczonych etykietą waniliowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą waniliowe. Pokaż wszystkie posty

18 lipca 2015

Muffinki z malinami


Jest bardzo, bardzo, bardzo gorąco, a ja sobie wymyśliłam, że upiekę muffinki... Baby już tak czasem mają, że wpadają na naprawdę głupie pomysły i w dodatku je realizują! Ale to wszystko dla mojej malutkiej, chorej Tosi, która po trzech dniach wysokich temperatur, idealnie zgodnie z książkową definicją trzydniówki, obsypała się niemalże cała malinowymi plamkami. A zatem malinowo nakrapiane ciacha musiały być, nie było innej opcji. Wam polecam ten przepis, jak już się zrobi nieco chłodniej, sezon na owoce leśne w pełni, więc można szaleć.




Muffinki z malinami
  • 1 3/4 szklanki mąki pszennej
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 0,5 szkl. syropu daktylowego albo klonowego, ewentualnie cukier kokosowy
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • jogurt naturalny (200g)
  • 3 jajka
  • 100g roztopionego masła
  • 1/2 laski wanilii
  • tabliczka dobrej gorzkiej czekolady (80 bądź 85% kakaa)
  • 200g świeżych bądź mrożonych malin
Zgodnie z muffinkową sztuką, potrzebujemy dwóch misek. Do pierwszej wsypujemy wszystkie suche składniki, przesiewając je przez sitko. Do drugiej wrzucamy składniki mokre (jogurt, jajka i przestudzone masło) plus jeszcze ziarenka z połowy laski wanilii i dokładnie je mieszamy, najlepiej przy pomocy miotełki, ale łyżka też da radę. Następnie do mokrych wsypujemy suche i szybko mieszamy. Konsystencja powinna być gęsta i lekko ciągnąca (to przez jogurt), na koniec wsypujemy posiekaną gorzką czekoladę.
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Do każdej papilotki bądź silikonowej foremki (polecam je bardzo, bo muffinki w ogóle do nich nie przywierają!) nakładamy łyżkę ciasta, następnie wciskamy dwie malinki i nakładamy jeszcze pół łyżki na wierzch, na koniec wciskamy jeszcze dwie-trzy malinki, według upodobań.
Pieczemy 20-25 minut, w zależności od tego jak duże mamy papilotki, najlepiej po 20 minutach sprawdzić stan upieczenia babeczek patyczkiem (w miejscu, gdzie nie ma malin), jeśli będzie suchy, są gotowe. Ja wyłączyłam piekarnik, lekko uchyliłam drzwiczki i pozwoliłam im chwilę "odetchnąć" zanim wyjęłam je na talerz.
Smacznego!
 











02 lipca 2015

Kompot z rabarbaru


Szybko i orzeźwiająco na nadchodzące gorące dni. Zauważyłam, że nie ma u mnie na blogu przepisów na różnego rodzaju napitki, trzeba to koniecznie naprawić :)

Kompot z rabarbaru
  • 300g rabarbaru
  • 3l wody
  • cynamon
  • kawałek wanilii
  • miód/syrop klonowy
Rabarbar dokładnie umyć, obciąć końcówki z obu stron i pokroić na nieduże kawałki (ok. 5cm), wrzucić do garnka i zalać wodą. Zagotować i dorzucić pół łyżeczki cynamonu oraz rozkrojony kawałek wanilii. Gotować na małym ogniu 5-10 minut, aż rabarbar zmięknie, odda kolor i smak wodzie. Przestudzić i dosłodzić do smaku miodem albo syropem klonowym.
Z kostkami lodu, będzie to idealny napitek w gorące dni.
Smacznego!






05 czerwca 2015

Zupa truskawkowa

 
Zwykle jak przygotowuje zupę truskawkową, muszę obok gotować drugi obiad... Tak jak innych słodkich dań, mój małżonek nie toleruje jej jako głównego posiłku, a w zasadzie to nawet nie chce jej palcem tknąć. Ot, taka antyreklama na początek. Ja za to i jak się ostatnio okazało Tosia także, jesteśmy jej fankami. Żadne inne owocowe zupy jak na razie mi nie podeszły, może w tym roku spróbuję jeszcze z jagodową, dam jej szansę, ale truskawkowa jest rewelacyjna. A w dodatku ekspresowa w przygotowaniu. Może i wam posmakuje? Albo waszym dzieciom? Myślę, że warto spróbować.



Zupa truskawkowa
  • 1kg truskawek
  • 2 łyżki śmietany
  • 2 goździki
  • cynamon
  • pół laski wanilii
  • makaron
Truskawki dobrze umyć i odszypułkować. Wrzucić do garnka i zalać wodą, powinno jej być mniej więcej 2 litry, dorzucić goździki i ziarenka z połowy laski wanilii. Doprowadzić do wrzenia, po czym zmniejszyć ogień i pogotować 10 minut. Po tym czasie wyjąć goździki i dokładnie zblendować, na koniec dosypać cynamon do smaku (u nas ok. 0,5 łyżeczki). Jeszcze raz zagotować, zestawić z ognia. Do szklanki wlać dwie łyżki śmietany, po czym dolać do nich łyżkę gorącej zupy i wymieszać, za drugim razem wlać dwie łyżki zupy, zamieszać, za trzecim razem trzy łyżki, za czwartym cztery łyżki i zawsze na koniec wymieszać. Kiedy śmietana będzie już ogrzana, cienką strużką wlać ją do zupy, jednocześnie mieszając energicznie miotełką, żeby śmietana się ładnie rozprowadziła i nie zważyła.
Postawić jeszcze raz na gaz i zagotować. Podawać z makaronem dowolnego kształtu.
Smacznego!



19 lutego 2012

51 tygodni - Czekoladowe crêpes z kremem chantilly



Nadszedł Czekoladowy weekend, w tym roku czekałam na niego już od dwóch tygodni, ponieważ w swoich zbiorach miałam bardzo fajny przepis, którym chciałam się z Wami podzielić, pasuje idealnie do tej akcji. Jak się okazuje, nie tylko my dziś mówimy o czekoladzie, także w moim ulubionym Antyradiu Paweł Loroch rozmawia dzisiaj z mistrzem cukierniczym pracującym w Wedlu, Januszem Profusem. Muszę powiedzieć, że naprawdę smakowicie się tego słucha. A teraz zapraszam Was na smakowite śniadanie bądź deser, w postaci wyśmienitych naleśników czekoladowych z dodatkiem bitej śmietany, czyli inaczej kremu chantilly. Są naprawdę wyśmienite, mocno czekoladowe, przy czym bita śmietana bardzo fajnie łagodzi smak naleśników. Dzięki temu mój mąż pożarł trzy i oblizywał się przez następne pięć minut, przy czym samego naleśnika już nie chciał, bo był dla niego za mocno czekoladowy. Ja spróbowałam też wersji z miodem, ale muszę przyznać, że nie umywa się do tej ze śmietaną. Przepis ma dziś dwa patronaty, Czekoladowego Weekendu Bei, oraz mojego prywatnego projektu, "52 tygodnie", przy czym jak sami pewnie zauważyliście, w tytule posta "włączyłam" już odliczanie w dół. Życzę Wam bardzo smakowitej i czekoladowej niedzieli!


Czekoladowe crêpes z kremem chantilly

  • 100g mąki pszennej
  • 20g kakao
  • 1/4 łyżeczki soli morskiej
  • 1 łyżka cukru pudru
  • 2 lekko roztrzepane jajka
  • 1 łyżka roztopionego i schłodzonego masła
  • 300ml mleka
  • kilka kropel zapachu waniliowego
  • 250ml śmietany 30%
  • 2 łyżki cukru pudru
  • płatki migdałowe

Mąkę połączyć z kakaem, solą i cukrem pudrem, w środku zrobić zagłębienie i wlać jajka z masłem i mlekiem oraz zapachem waniliowym bądź jeśli ktoś posiada, ekstraktem waniliowym. Ubijać, aż masa będzie gładka, około minuty. Zostawić do odstania, na 30 minut.
W tym czasie można przygotować krem chantilly. Śmietana musi być dobrze schłodzona, można ją nawet wstawić na 5-10 minut do zamrażarki. Ubić ją na sztywno, pod koniec dodając cukier puder oraz ekstrakt waniliowy bądź zapach. Przykryć i wstawić do lodówki.
Kiedy ciasto odstoi już swoje, rozgrzać dobrze patelnię z odrobiną oliwy z oliwek bądź kawałkiem masełka. Na rozgrzaną patelnię wlewać po 3/4 chochli, rozlać na całą jej powierzchnię i smażyć po 1,5 minuty z obu stron. Gotowego naleśnika przełożyć na ciepły talerz i przykryć ściereczką. Usmażyć w ten sposób wszystkie naleśniki.
Przed podaniem, rozprowadzić na każdym naleśniku łyżkę kremu i obsypać odrobiną płatków migdałowych, złożyć na pół i jeszcze raz na pół. Z wierzchu również można posypać płatkami i jeśli ktoś lubuje się w dużej ilości czekolady, można jeszcze wierzch polać sosem czekoladowym.
Smacznego!



23 grudnia 2011

Orzechowe rożki



Za chwilkę biegnę razem z siostrzeńcem ubierać choinkę, w tym roku będzie cała na złoto z własnoręcznie upieczonymi i udekorowanymi pierniczkami. Natomiast dla Was mam pewien specjał, w którym zakochałam się na zabój. W sumie spróbowałam te ciasteczka przez przypadek i zapałałam do nich dozgonną miłością w tej samej chwili. Są to niemieckie ciasteczka Bożonarodzeniowe, z tego co słyszałam, piecze się je także kilogramami w Czechach. Są rewelacyjne i idealnie nadają się dla dzieci z uczuleniem na jajka. Jeśli trafi się też ktoś uczulony na orzechy, można je pominąć i dodać nieco więcej mąki, otrzymamy wtedy pyszne rożki waniliowe. Oryginalnie jednak są to rożki orzechowe, przepyszne!


 Orzechowe rożki
  • 280g mąki
  • 80g cukru
  • 200g masła
  • 100g zmielonych orzechów włoskich
  • 1 łyżka cukru waniliowego
  • cukier puder
Składniki zagnieść na gładką i jednolitą masę, po czym wstawić na godzinę do lodówki. Po tym czasie uformować z ciasta wałeczek i pokroić w plastry szerokości 0,5mm. Każdy plasterek zagnieść w kuleczkę i formować małe rożki. Piec w 180 C przez 12 minut. Po wystudzeniu dokładnie obtoczyć w cukrze pudrze.
Smacznego!






23 lipca 2011

Włochy: Panna cotta


Po słodkim obiedzie, czas na jeszcze słodki deser. Proponuję Wam zatem na dziś, skoro mamy wreszcie ciepłą i słoneczną sobotę, lekki deser oczywiście rodem z Włoch. Jak dla mnie jest to połączenie budyniu i galaretki, śliczny mleczny kopczyk trzęsący się nieustannie i udekorowany w dowolny sposób, co nam w duszy gra. Panna cotta podobnie jak większość wyśmienitych deserów jest dziełem przypadku. Według legendy pewien kucharz z Piemontu robiąc kilka rzeczy na raz pozostawił na ogniu samotny garnuszek ze śmietanką i cukrem. Śmietanka zagotowała się wrząc ostro, na szczęście kucharz zdążył zestawić ją z ognia zanim doszło do jakiegoś nieszczęścia, a do tego jeszcze zdziwił się niezmiernie odkrywszy, że wrzenie posłużyło śmietance i nadało jej delikatny i niebiański smak, sprawiając przy tym, że jej konsystencja mocno zgęstniała. Niewiele się zastanawiając wlał śmietankę do salaterki, udekorował owocami i popędził poczęstować nowym kulinarnym wymysłem swą małżonkę. Podobnie jak on zachwyciła się kremowym i przyjemnie słodkim smakiem. Swój nowy i nietypowy deser nazwali panna cotta, co w najprostszym przekładzie znaczy po prostu gotowana śmietana, a jego sława wkrótce obiegła całe Włochy.
 Obecnie podaje się go w najelegantszych restauracjach świata, jako deser tak wykwintny jak leciutki. Dla nas będzie to po prostu mleczna galaretka z przyjemnie kojarzącą się nazwą. Mój M. mówi na nią panna z kotkiem. Można ją dekorować na wiele sposobów, doskonale smakuje z musem malinowym lub truskawkowym, za to wiśnie lub czarna porzeczka przyjemnie przełamują słodycz samej galaretki, jeśli natomiast ktoś lubi naprawdę słodkie rzeczy, polecam wypróbować wersję z karmelem lub czekoladą. Wszystko zależy od wyobraźni i gustu.


Panna cotta
  • 2 łyżeczki żelatyny w proszku
  • 1 laska wanilii
  • 250 ml śmietanki kremówki (30%)
  • 250 ml mleka
  • 60 g cukru
  • 1 łyżka amaretto
  • 1 łyżka białego wina
  • świeże maliny/truskawki, mus lub sos owocowy


Żelatynę rozpuścić w 2 łyżkach zimnej wody i odstawić na ok. 5 minut. W tym czasie rozciąć laseczkę wanilii wzdłuż i końcem noża wyskrobać ziarenka. Śmietankę wraz z mlekiem, cukrem i wanilią wrzucić do rondelka i zagotować wciąż mieszając, żeby cukier się rozpuścił. Pod koniec dodać amaretto i wino, doprowadzić do wrzenia i szybko zestawić z ognia. Przelać przez sitko, żeby odcedzić laseczki wanilii i część ziarenek, po czym dodać żelatynę i delikatnie wymieszać, żeby się rozpuściła. Tak przygotowaną mieszankę wlać do 4 niedużych filiżanek i odstawić do wystudzenia (jeśli na wierzchu zbierze się żółta warstwa tłuszczu, można ją delikatnie zeskrobać. Po ostudzeniu przykryć kawałkiem folii i na kilka godzin wstawić do lodówki, najlepiej jeśli postoją tam całą noc.
Przed podaniem filiżanki na dosłownie jedną chwilkę włożyć do gorącej wody, można też lekko okroić nożykiem wzdłuż brzegów, odwrócić nad talerzykiem do góry dnem. Udekorować według uznania, ja położyłam na wierzch łyżeczkę dżemu wiśniowego i obłożyłam kawałkami owoców.
Smacznego!



28 czerwca 2011

Francja: Suflet waniliowy z mango


Powoli zamykam swój czerwcowy cykl francuski, muszę przyznać, że zaczynając nie sądziłam, że będzie to tak fajna zabawa i że tak wiele się nauczę. Tak, mogę teraz stwierdzić, że był to świetny pomysł i z czystym sumieniem będę go kontynuować. Dziś zamieszczam przepis na leciutki i puszysty suflet, ostatniego dnia natomiast mam nadzieję podzielić się z Wami przepisem na croissanty, bo jakoś bez nich ciężko mi sobie wyobrazić kuchnię francuską. Na nich też zakończę cykl francuski. W lipcu natomiast gorąco zapraszam na cykl włoski, którego przedsmakiem niechaj będzie zamieszczony przeze mnie jakiś czas temu przepis na pizzę. Przed nami natomiast przepis na cannelloni, focaccię, bruschettę, tiramisu i panna cottę, a może też kilka więcej o ile czas i warunki oświetleniowe pozwolą.
 Jak już wspominałam dzisiejszym gościem wieczoru jest suflet. Nie bez powodu zostawiłam go sobie prawie na sam koniec. Suflet moi drodzy owiany jest bowiem złą sławą, jako danie skomplikowane, kapryśne i złośliwe. Suflet opada, pęka, nie ścina się albo wybucha. Tak, tak, słyszałam wiele historii na jego temat, więc zostawiłam go na koniec, by mieć czas na psychiczne przygotowanie się. Uwielbiam wyzwania, lubię eksperymentować, cieszę się jak dziecko kiedy coś mi wychodzi. I muszę przyznać, że tym razem eksperyment powiódł się w pełnej rozciągłości! Zabrałam się do ubijania, mieszania i gotowania mając w głowie właściwie wyłącznie instrukcje z przepisu. Nie zastanawiałam się czy wyjdzie, czy nie, ponieważ jak mówił James Beard: "Jedynym powodem, dla którego suflet opada, jest to, iż wyczuwa nasz strach przed opadnięciem", zrobiłam zatem wszystko, by tylko złowróżbny strach mnie nie dopadł. Robiłam wszystko szybko i sprawnie, niczym dobrze wytresowany robocik. Masa na suflet wyszła gładziutka i bardzo puszysta, pachniała obłędnie. Piekarnik na szczęście jest cudem techniki, które jak dotąd nigdy mnie nie zawiodło, stanął na wysokości zadania, suflet wyrósł jak szaleniec, w zasadzie podwajając swoją wysokość. Opadł oczywiście, w dodatku w trakcie sesji fotograficznej, ale smakował i tak genialnie, choć następnym razem zredukuję ilość cukru przynajmniej o 1/4 :]


Suflet waniliowy z mango
(porcja na 4 sztuki w dużych ramekinach o średnicy ok. 10 cm)
  • 350 ml mleka
  • 150 g drobnego cukru
  • 1 laska wanilii (lub cukier waniliowy)
  • 7 jajek
  • 50 g mąki pszennej
  • 1 dojrzałe mango
  • miękkie masło do wysmarowania foremek

Mleko zagotować z 1/4 cukru oraz ziarenkami wanilii, podgrzewać powoli, na małym ogniu aż do wrzenia. Żółtka oddzielić od białek i ubić razem z 1/4 cukru na gładki krem, pod koniec dodać mąkę. Do kremu wlać gorąco mleko, wciąż ubijając, przelać masę do rondelka i postawić na ogniu, należy ją cały czas mieszać, ponieważ pod wpływem ciepła zgęstnieje i powstanie coś podobnego do budyniu, tylko gęstsze. Odstawić masę do ostygnięcia, a w tym czasie ubić białka na sztywną pianę, dodając pod koniec pozostałą połowę cukru. Piekarnik rozgrzać do 200 C, ramekiny wysmarować masłem i posypać cukrem pudrem. 1/3 piany dodać do masy żółtkowej i dokładnie zmiksować, resztę delikatnie wmieszać łyżką, wrzucając jednocześnie kawałki mango (lub innego owocu). Masę przełożyć do ramekinów, wypełniając je aż po brzegi. Piec około 10 minut.
Smacznego!