Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chleb. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chleb. Pokaż wszystkie posty

23 stycznia 2012

Grissini



Po emocjach minionego weekendu i przed tym, co ma się wydarzyć w tym tygodniu, przyda się wszystkim troszkę odpoczynku, chociażby to miała być sprawa jednego dnia, czy jednej godziny. Nie czuję, żeby mój blog był na tyle ważny, żeby jego zaciemnienie odniosło większy skutek. Wiem, że bardziej przysłużę się sprawie, jeśli 25 stycznia wyjdę razem z wieloma internautami na marsz przeciwko ACTA. Zanim jednak do tego dojdzie, muszę się odprężyć, wypić kawę i pochrupać coś, żeby nie obgryzać paznokci ze zgrozy. Wam też to proponuje, szczególnie, że przepis szybki i łatwy. Umieszczam go, póki jeszcze mogę.



Grissini
(15 sztuk)
  • 200g mąki pszennej
  • 50g kaszy manny
  • 125ml wody
  • 7g suchych/12g świeżych drożdży
  • 2 łyżki oliwy
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • mak, sezam, gruba sól, zioła
  
W misce wymieszać mąkę, drożdże i kaszę, zrobić w środku dołek i wlać mieszaninę wody, oliwy i soli, wyrobić dość twarde ciasto, przykryć i odstawić do wyrośnięcia na 1h. Po tym czasie rwać małe kawałki i każdy zrolować w cienkie paluszki, położyć na blasze posmarować wodą i posypać wybranym dodatkiem. Piec 15-20 minut w 170 C.
Smacznego!




13 stycznia 2012

Kapuśniaczki



Rozpoczął nam się zatem karnawał, tańce, hulanki, swawola. Jest to idealny czas na to, co chciałam Wam pokazać już od jakiegoś czasu, obok przepisu na idealny imprezowy pogryzak. Jak kiedyś mogliżcie przeczytać, jestem fanką szeroko pojętej fantastyki, a także gier terenowych, RPG i planszówek. Kiedyś opowiadałam Wam o Flambergu i pokazywałam zdjęcia z wieczorku descentowego, dziś chciałabym Was bardzo gorąco zachęcić do zagrania w dwie planszówki imprezowe. Kiedy pytam osoby nie związane ze środowiskiem graczy, okazuje się, że jedyne planszówki jakie znają to scrable i monopol. No tak, to rzeczywiście planszówki, ale zdecydowanie baaaaaaaardzo stare.
Dziś rynek planszówkowy oferuje nam tyle pozycji, że aż nie wiadomo co kupić. Ja zachęcam gorąco po pierwsze do Kragmorthy, planszóweczki bardzo przyjemnej i prostej. Wcielamy się bowiem w postacie malutkich i kolorowych goblinów, które próbują wykraść magiczne księgi z biblioteki mrocznego i przerażającego Rigora Mortisa (znający łacinę będą mieli ubaw przy jego imieniu). Żeby jednak nie było tak prosto, w czasie wycieczki po bibliotece można się natknąć na rzeczonego jej właściciela i zarobić tzw. krzywe spojrzenie, właściciel goblina, którego trafiło takie spojrzenie otrzymuje kartę z zadaniem, np. musi do końca gry stać na jednej nodze, albo trzymać kartę między przedramionami, albo mieć otwarte usta, albo wytknięty język. Kart jest sporo, a zadania są na tyle wymyślne, że powinny szybko i przyjemnie rozluźnić imprezę, jako psycholog mogę też powiedzieć, że Kragmortha świetnie integruje grupę osób, które dopiero się poznały.
Po drugie chciałam zaproponować Wam planszówkę nieco bardziej familijną, a mianowicie Faunę. Gierka występuje w dwóch odsłonach, dla graczy starszych i młodszych, a różni się powszechnością występujących w niej zwierzątek, bo w końcu większość zna słonia, ale kto słyszał o pangolinie? Tak więc zwierzątka w wersji dla dzieci są dobrze przez wszystkich znane i łatwo można ocenić jaka jest długość ich ogona, gdzie występują i jak są ciężkie. Bo generalnie o to właśnie chodzi, obstawiamy wielkość i długość zwierzątka w kilku kategoriach, do tego jeszcze zaznaczamy miejsce jego występowanie na wielkiej mapie świata. Może być to bardzo przyjemny sposób na uczenie się nazw kontynentów i krajów, a do tego jeszcze zwierzątek. Geografia i biologia podane w niesamowicie przyjemny sposób, a do tego idealnie nadaje się jako partygame, bo jest prosta i całkiem zabawna. Przy okazji gracze mogą się też pobawić w Krystynę Czubównę, czytając fragmenty tekstu opisującego poszczególne zwierzątka.


A teraz przechodzimy już do przepisu, pomysł autorstwa mojej kochanej mamy, przepyszne kapuśniaczki do czerwonego barszczu. Jest to już druga po pasztecikach propozycja dodatku do tej zupki i czas chyba na to, by pokazać sam barszczyk. Pomyślę nad tym :]







Kapuśniaczki

  • 80g drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 żółtko
  • 1 jajko
  • 200g masła/margaryny
  • 5 łyżek kwaśnej śmietany
  • 5 łyżek mleka
  • 500g mąki

Drożdże rozpuścić w ciepłym mleku, dosypać łyżeczkę cukru i dwie łyżki mąki, lekko zamieszać, żeby wszystko się połączyło i odstawić pod przykryciem na ~15 minut. Po tym czasie w drugiej misce przygotować mąkę i wlać do niej przygotowany zaczyn, po krótkim zagniataniu dodać jajko z żółtkiem i śmietanę, na koniec miękkie masło. Zagniatać przez ok. 10 minut, bądź miksować delikatnie mikserem przez 5. Odstawić na 1 godzinę do wyrośnięcia.

  • 1 kg kapusty kiszonej
  • 1 duża cebula
  • 300-400g gotowanego mięsa drobiowego bądź wieprzowego
  • 2-3 łyżki bułki tartej
  • 200g pieczarek
  • ew. suszone grzyby
  • pieprz, sól, gałka muszkatołowa

Kapuste należy dobrze odsączyć, pokroić i przegotować przez ~2h. W tym czasie można przygotować mięso, zmielić je, dorzucić bułki tartej i przyprawić do smaku. Pieczarki pokroić raczej drobno i podsmażyć. Wszystko wymieszać razem, dodając ewentualnie suszone grzyby, jeśli ktoś takowe posiada.

Przygotowane wcześniej ciasto podzielić na dwie części i z każdej utoczyć wałeczek, odcinać po plastrze ciasta, nakładać na środek rozwałkowanego placuszka łyżkę, bądź nawet więcej, farszu i zlepić brzegi. Można też rzeczone brzegi „zawinąć” w kilku miejscach, jak przy klasycznych pierogach, będą wtedy ładnie się prezentować.

Piec w temperaturze 160 C przez 25 minut, pod koniec, na pięć ostatnich minut można przełączyć piekarnik na tryb termoobiegu, ładnie się wtedy zarumienią.

Smacznego!




09 grudnia 2011

Pulla - fińska chałka



Od wczoraj w mojej kuchni panuje istne szaleństwo, wspierane dzielnie przez najnowszego członka rodziny, pieska Cynamona. Powodem zaistniałego chaosu poza szczeniaczkowym towarzyszem są moje urodziny i przygotowania związane z imprezowym wieczorem, który niechybnie nastąpi w sobotę. Będę zatem miała dla Was kilka ciekawych propozycji kulinarnych, które z powodzeniem zastąpią raczej średnio zdrowe, choć okrutnie smaczne, chipsy i kupne ciastka. Będzie sporo gryzaków dopiwnych, przekąskowych skarbów i słodkich ciamkaczy. Dziś jednak coś bardziej śniadaniowego, krewniaczka naszej polskiej chałki, pachnąca kardamonem i migdałami Pulla, czyli rodzaj fińskiego pieczywa. Jak dla mnie jest ona nieco zbyt zwarta i choć wygląda pięknie, mocno zapycha, zdecydowanie preferuję chałkę na zakwasie, która pojawiła się u mnie na blogu w wakacje. Przy czym wiem, że gusta kulinarne są naprawdę różne i zapewne wielu osobom Pulla będzie smakować znacznie bardziej niż zwykła chałka. Zatem oto przepis, w całości zaczerpnięty z Kucharni Anny Marii, Aniu dziękuję Ci z całego serca za piękny post i ciekawy przepis, który musiałam natychmiast wypróbować.




Pulla – fińska chałka



  • 30 g świeżych drożdży
  • 250 ml ciepłego mleka
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 100 g cukru pudru (lub drobnego) + dodatkowy do posypania wierzchu
  • 1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
  • 2 jajka lekko ubite
  • 700 g mąki pszennej (najlepiej chlebowej)
  • 100 g masła w temperaturze pokojowej
  • 50 g rodzynek (pominęłam, bo nie lubimy;)
  • 30 g płatków migdałowych
  • opcjonalnie do wieńca - cynamon, cukier do posypania i 2-3 łyżki masła 



Przygotować zaczyn, dodać sól, cukier, kardamon i ¾ ilości jajek, resztę zostawić do posmarowania wierzchu. Miksować dodając po trochu mąkę, do uzyskania gładkiej kuli (ja miałam z tym mały problem, masa zdecydowanie była za sucha), dodać masło i ponownie wyrobić, aż wszystkie składniki się połączą. Przykryć ściereczką i pozostawić do wyrośnięcia na ~1h, powinno podwoić swoją objętość.
Wyrośnięte ciasto podzielić na trzy części i z każdej uformować dość długi wałeczek, zapleść jak warkocz i połączyć ze sobą obydwa jego końce. W ten sposób powstanie fikuśnie pozaplatana kula. Można ją położyć od razu na blachę, bądź włożyć do wysmarowanej masłem foremki na babkę. Można też użyć okrągłej formy z kominkiem, powstanie nam wtedy piękny wieniec. Ania w swoim przepisie wspomina także wersję z masłem, cynamonem i cukrem pomiędzy wałeczkami ciasta, jak w cynamonowych papataczach, mam zamiar wypróbować ją przy najbliższej okazji.

Piec rozgrzać do 200 C, posmarować pullę pozostałymi jajkami i posypać płatkami migdałowymi. Kiedy piecyk się nagrzeje, piec pullę 25-30 minut, aż się zezłoci z wierzchu (pod koniec musiałam przykryć ją folią aluminiową, żeby się zbytnio nie spiekła).

Smacznego!



 A na koniec zdjęcie Cynamona, dzielnego towarzysza wszelkich kuchennych przygód Toczki:


17 października 2011

Chleb ze słonecznikiem



Pierwszy wpis po długiej przerwie, przygotowany specjalnie na Światowy Dzień Chleba. Zanim jednak przejdę do opiewania zalet pieczenia chleba o własnych siłach, powinnam się chyba troszkę wytłumaczyć, chociażby dla spokoju własnego sumienia. Moja nieobecność na blogu wynikała głównie z tego, że w ciągu ostatniego miesiąca spotkało mnie wiele smutnych rzeczy i przygruntowy nastrój kompletnie odbierał mi chęć do robienia czegokolwiek. Niestety mały patron Przepysznika, Móżdżek, zasnął cichutko i pohasał do innych ogonków zamieszkujących krainę żółtego sera, groszku i oliwek. Schedę po nim przejąć musi brat, o wdzięcznym imieniu Pinki, rudy paskudnik uwielbiający podkradać chusteczki i wszystko co da się zjeść. Choć wszyscy nadal tęsknimy za Móżdżkiem, życie płynie dalej, a żeby dać temu wyraz, dedykuję mu ten wpis, żeby wiedział, że będziemy pamiętać jaki był z niego świetny gość.
 Zatem chleb. Pyszny, świeżutki, prosto z pieca. A nawet po dwóch dniach, albo trzech czy czterech! Da się tak, moi mili, wystarczy tylko samemu zabrać się za pieczenie. Ja postanowiłam spróbować swoich sił kilka miesięcy temu. Najpierw wyczytałam wszystko co się dało w Internecie, przejrzałam dwa razy blog Tatter, wczytałam się w szczegóły na Mojej domowej piekarni. I kiedy nabrałam odwagi i jakiej takiej nadziei, że się uda, zabrałam się za hodowanie zakwasu. Nowy domownik poczuł się dobrze na półeczce obok lodówki, wyrósł dzielny, silny i duży. Tak duży, że już dwa razy wylazł ze słoika. Umościłam mu wygodne gniazdko na górnej półce lodówki i odkąd osiągnął odpowiedni rozmiar, tam właśnie mieszka, czasem wyjmowany na karmienie. Asystował mi już przy wielu wypiekach, jednym z nich jest na przykład prezentowana przeze mnie jakiś czas temu chałka. Dziś natomiast chciałam zaprezentować Wam pierwszy chleb jaki upiekłam w życiu i od tamtej pory właściwie stale gości u nas w domu. M. wprost się nim zajada i twierdzi, że żaden inny spośród wypróbowanych przeze mnie, nie dorasta mu do pięt. Choć jest bardzo czasochłonny, polecam go gorąco, szczególnie jeśli macie koszyk do wyrastania, nabiera wtedy wspaniałego kształtu, co przydaje mu dodatkowych walorów. Skórka jest chrupiąca przez kilka dni po upieczeniu, a środek mięsisty i cudowny w smaku, przywodzi na myśl wiejski chlebek formowany ręką babci.



Chleb ze słonecznikiem

zaczyn - 300g 
  • 2-3 łyżki zakwasu (50g)
  • 100g latniej wody
  • 150g mąki pszennej

ciasto chlebowe - ok. 1700g

  • 300g zaczynu
  • 700g mąki pszennej 550
  • 100g mąki żytniej 720
  • 100g mąki pszennej razowej
  • 430g letniej wody
  • 2 łyżeczki soli
  • 100g ziaren słonecznika


Dzień wcześniej, w okolicach godziny 20:00, wymieszać aktywny zakwas z mąką i letnią wodą (z wykazu składników na zaczyn) i wyrobić do uzyskania jednolitej pasty. Mieszankę pozostawić do przefermentowania w misce przykrytej szmatką, na 12 godzin, aż podwoi swoją objętość.
Następnego dnia rano, wymieszać mąkę z przepisu na ciasto chlebowe z letnią wodą, przykryć i odstawić na 30 minut. Po tym czasie wsypać sól i zaczyn, po czym szybko wyrobić, aż do uzyskania elastycznego ciasta. Będzie dość gęste, więc jeśli uznacie to za konieczne można dodać nieco więcej wody. Wyjąć z miski i ręcznie wgnieść nasiona słonecznika (można też wcześniej uprażyć). Przełożyć do miski wysmarowanej oliwą i szczelnie przykryć folią. Pozostawić do wyrośnięcia na 3 do 4 godzin.
Po upływie tego czasu wyłożyć ciasto na blat oprószony mąką i uformować bochenek, odwrócić gładką stroną do dołu i ułożyć w formie do wyrastania bądź obsypanym mąką koszyku. Posypać mąką również z wierzchu, przykryć folią i odstawić na kolejne 4 godziny. Ciasto po lekkim naciśnięciu palcem powinno wrócić do poprzedniego stanu.
Piekarnik rozgrzać do 230 C. Ważne, żeby nagrzać go wraz z blaszanym naczyniem (ja używam starej formy do tarty), na które tuż przed włożeniem chleba należy wylać pół szklanki wody. W ten sposób zwiększymy wilgotność we wnętrzu piekarnika, a chleb będzie smaczniejszy. Przed wstawieniem blachy z ciastem (w formie, bądź bezpośrednio na blasze - koszyki do wyrastania nie nadają się do wypieku), nacinamy je z wierzchu w kształt gwiazdki. Pieczemy 40-45 minut, aż będzie równomiernie brązowy, a po wyciągnięciu z piekarnika, postukany od spodu wyda głuchy dźwięk. Studzić na kratce.
Smacznego!