Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owoce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owoce. Pokaż wszystkie posty

21 października 2015

Owsiana, szara breja


Pamiętacie może jakieś filmy o sierocińcach albo złych macochach lub opiekunach? Mnie kilka zapadło w pamięć (szczególnie Oliver Twist, Matylda i Seria Niefortunnych Zdarzeń) i kojarzą mi się ze scenami, w których pierwsze skrzypce gra owsianka - do tego jeszcze dodałabym owsiankę z Matrixa będącą symbolem tego, jak paskudne jest realne życie. Niestety zazwyczaj owsianka w filmach pokazywana jest jako koszmar dzieciństwa, te skrzywione dziecięce miny, przelewanie paskudnej, szarej brei tak, żeby wyglądała jak najpaskudniej, czytaj rozpaćkała się malowniczo i zatrzęsła niczym równie paskudna galareta z nóżek. Brrrr, no ohyda po prostu. Ja ze swojego dzieciństwa pamiętam tylko kaszę mannę, którą bardzo lubiłam, a owsianki jakoś nie za bardzo, choć moja mama twierdzi, że razem z siostrą jadłyśmy, a u niej w domu była stałym śniadaniowym daniem.

 Źródło: Telegraph

W każdym razie moje wspomnienia z dzieciństwa, związane z owsianką to właśnie jej brejowatość, szarość i ogólna paskudność, prezentowana zwykle w filmach i książkach (chyba tylko "I ty możesz zostać Indianinem" prezentowało pozytywny obraz tej potrawy). Chciałabym, żeby moje dziecko miało inne wspomnienia związane z płatkami i kaszami. Sama polubiłam płatki owsiane dopiero w dorosłym życiu, najpierw w formie zbożowych ciastek, później granoli i owsianki pieczonej, aż w końcu zaczęłam gotować owsianą "breję" i rozsmakowałam się w niej.


Dziś, przyznam się szczerze, nie umiem już zrobić szarej owsianki. Zawsze dodaję do niej tyle składników, że nie ma innego wyjścia jak być kolorową. Z żadnej strony nie przypomina specjału z Matrixa, serwowanego w puszce po sardynkach. Moje dziecko ją uwielbia i pożera w całości, nie ważne jakie zawiera dodatki (choć jabłko umiłowała sobie najbardziej). Wspólne owsiankowe śniadania to już swego rodzaju celebra, którą bardzo lubimy, zarówno emocjonalnie jak i smakowo.
Na blogu pojawia się mnóstwo przepisów śniadaniowych, ostatnio zalałam Was wręcz pomysłami na pieczone owsianki. Na co dzień nie ograniczamy się jednak tylko do nich i szczerze mówiąc klasyczną, gotowaną owsiankę robi się znacznie szybciej i przy maluchu uczepionym nogi, jest ją znacznie łatwiej przyrządzić.
Chciałam więc zaproponować Wam dwie mieszanki dodatków, które pięknie zdobią i ożywiają owsiankę, a także wzbogacają ją o zdrowe kalorie, dające kopa na początek dnia (nie wierzcie reklamom, które twierdzą, że kupne ciastko zbożowe będzie lepsze!). Zimą bazuję bardziej na dżemach i własnych przetworach, latem zdecydowanie wolę świeże owoce.


 

Owsianka bardzo orzechowa
(porcja na mamę i potomka)
  • baza owsiana (6 łyżek płatków owsianych, 0,5 szkl. mleka i 0,5 szkl. wody - zalane płatki zostawione na noc i zagotowane rano)
  • banan
  • 2 łyżki masła orzechowego (zmielone fistaszki bądź kupne 100% orzechów)
  • dżem z czarnej porzeczki
  • orzechy (nerkowiec i laskowe)
  • ew. ziarna (słonecznik, pestki dyni, siemię lniane)
 


Owsianka owocowa 
  • baza owsiana j.w.
  • duże jabłko
  • 2 łyżki masła orzechowego j.w.
  • żurawina
  • nerkowiec/pestki słonecznika
Obydwa zestawy są bardzo jesienne i rozgrzewające, stanowią prawdziwą bombę energetyczną i bez trudu zaspokajają potrzebę na coś pysznego i słodkiego. Czasem mam tak, że jem owsiankę zamiast deseru, co jest wyjściem niemalże idealnym. Zachęcam do gotowania tej klasycznej wersji płatków i komponowania własnych wariacji z najrozmaitszymi dodatkami.







Post powstał w ramach jesiennego wyzwania blogowego Mocnej Grupy Blogerów, o którym więcej możecie przeczytać TUTAJ. W tym tygodniu tematem przewodnim była szarość. Kulinarnie szary nie jest zbyt zachęcającym ani smakowitym kolorem, wzięłam zatem temat pod włos :)

03 sierpnia 2015

Szarlotka z papierówek


Moja mama jest mistrzynią szarlotki, zdecydowanie to ciasto, które wychodzi jej najlepiej i nie ma osoby, której by nie smakowało. Ma kilka różnych przepisów, z których sama skrupulatnie korzystam i jeden, zamieszczony w niniejszym poście, który stworzyłyśmy razem, co nieodmiennie napawa mnie dumą. Szarlotka to typowo jesienne ciasto, nie kojarzy się z sierpniem, ale tą pierwszą w tym roku szarlotką, musiałam się z Wami podzielić. Moja córka z resztą jest wielką fanką jabłek, o każdej porze dnia, zapytana co by zjadła, odpowiada "jabłko" (ewentualnie "dzynka" czyli rodzynki) i ostatni miesiąc bardzo cierpiała nie mogąc wynegocjować swojego ulubionego smakołyku. Przez czerwiec i lipiec jabłka nawet w naszym jabłkowym kraju są brzydkie i niesmaczne, babcia wychodziła ze skóry, żeby co jakiś czas wygrzebać dla wnusi jakiś sensowny okaz, ale znikał w ułamku sekundy i znów smutna minka na buzi. Stąd też to zachłyśnięcie pierwszymi, pysznymi papierówkami, które zaczęły pojawiać się na straganach. Zdecydowanie polecam ich zakup i wypróbowanie przepisu. A ciasto najlepiej smakuje w plenerze ;)



Szarlotka z papierówek
  • 2,5 szkl. mąki pszennej
  • 250g zimnego masła
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki cukru kokosowego lub syropu klonowego
  • 5 żółtek
  • 2-3 łyżki śmietany 18%
  • 5 białek
  •  pół laseczki wanilii
  • 3/4 szkl. cukru kokosowego lub stevii
  • 4 płaskie łyżki skrobi ziemniaczanej
  • 0,5 szkl. oleju rzepakowego
  • 1 kg papierówek
  • drugie pół laseczki wanilii
  • cukier kokosowy bądź syrop klonowy
Masło z proszkiem przesiać do dużej miski, wrzucić masło i posiekać szybko nożem. Kiedy masło będzie już dobrze rozdrobnione, dorzucić żółtka i cukier albo syrop. Zagnieść i pod koniec dodać jeszcze śmietanę tak, żeby ciasto miało konsystencję plasteliny. Wstawić do lodówki na co najmniej godzinę.
W czasie, kiedy ciasto będzie się chłodzić (razem z ciastem do lodówki włóżcie miskę z białkami, będą się dzięki temu znacznie lepiej ubijać a pianka z nich będzie mięciutka), jabłka obrać i wydrążyć gniazda nasienne. Pokroić w półplasterki i wrzucić do garnka z odrobiną wody i gotować na małym ogniu aż się rozpadną. Na koniec dodać słodzidło do smaku i ziarenka z połowy laski wanilii. Papierówki, jak sama nazwa wskazuje, są suchymi i kruchymi jabłkami, więc do szarlotki nadają się wprost idealnie.
Piekarnik rozgrzać do 190 stopni, a blachę o wymiarach mniej więcej 33x20cm wysmarować masłem i oprószyć lekko bułką tartą (najlepsza będzie domowej roboty). Dobrze schłodzonym ciastem wylepić dno foremki, plus dorobić nieco podniesione brzegi. Ja polecam mój ulubiony sposób na rozwałkowanie ciasta włożonego pomiędzy dwa arkusze papieru śniadaniowego. Jeden z arkuszy można wcześniej wysmarować masłem i posypać bułką tartą zamiast blaszki i po rozwałkowaniu wyłożyć nim dno formy razem z przylepionym ciastem. Ciasto z wierzchu dość gęsto nakłuć widelcem i wstawić do piekarnika na mniej więcej 20 minut, aż zrobi się lekko złotawe i ciemniejsze na brzegach.
Kiedy ciasto się już podpiecze, wyjąć je na deskę razem z foremką, oprószyć lekko bułką tartą i wyłożyć na nie masę jabłkową. Następnie ubić schłodzone białka na najwyższych obrotach, jak piana będzie już sztywna po trochu wsypać słodzidło, nieustannie ubijając (na płynnych słodzidłach pianka opada). Następnie zmniejszyć obroty miksera do minimum i wsypać skrobię ziemniaczaną, poczekać aż się dobrze połączą i cieniutką stróżką, ciągle miksując, wlać olej. Na koniec wrzucić ziarenka z połowy laski wanilii. Gotową piankę wyłożyć na jabłka. Można zostawić ją w takiej formie, albo posypać kruszonką. Mój przepis na kruszonkę:
  • 150g zimnego masła
  • 100g mąki pszennej
  • 50g zmielonych orzechów włoskich
  • 50g cukru kokosowego albo 4 łyżki syropu klonowego
Wszystkie składniki trzeba szybko zagnieść. Ciasto na kruszonkę powinno mieć konsystencję mokrego piasku, to znaczy musi dać się zbić w kulkę, którą w miarę łatwo rozgnieść rękami na mniejsze kuleczki.
Ciasto wstawić do piekarnika z temperaturą zmniejszoną do 180 stopni. Przez pierwsze 20 minut piec je z góry i z dołu, następnie przełączyć piekarnik na grzanie tylko z góry i piec kolejne 20 minut.
My jedliśmy jeszcze ciepławe, dlatego troszkę ciężko się kroiło, jabłka były mięciutkie i łatwo rozpływały się na boki, stąd zdjęcia wyszły jak wyszły. Natomiast smak rewelacyjny.
Smacznego! 







31 lipca 2015

Owsianka


Obie z Tosią bardzo lubimy owsianki i jadamy je dość często. To jeden z najlepszych i najzdrowszych sposobów na ciepłe śniadanie, za które Wasz organizm na pewno będzie Was lubił. Płatki owsiane górskie, mają w sobie bardzo wiele dobrego. Owies jest między innymi jednym z najbogatszych źródeł białka pośród wszystkich zbóż. Ponad to dostarczy nam wszystkie niezbędne organizmowi aminokwasy. Jest także bogaty w witaminy z grupy B, które poprawiają pamięć i koncentrację, wspomagają także przyswajanie wiedzy oraz zmniejszają męczliwość zarówno przy wysiłku fizycznym jak i psychicznym (można powiedzieć, że działa antydepresyjnie). W ziarnach owsa tkwi także, tak ceniona przez panie, witamina młodości, czyli E, która bardzo skutecznie spowalnia procesy starzenia (bardzo popularne są maseczki z płatków owsianych).
Jedną z najbardziej docenianych cech owsa, jest to, że spośród zbóż, ma rekordową ilość błonnika, z czego spora część jest rozpuszczalna w wodzie. Dzięki temu jedząc owsiankę w łatwy sposób możemy obniżyć poziom cholesterolu we krwi, a także zapobiec wielu chorobom. Żel, który powstaje przy połączeniu płatków owsianych z wodą to taki płynny opatrunek, który oblepia nasz przewód pokarmowy, chroniąc go w razie potrzeby przed kwasami trawiennymi. Stanowi też świetną pożywkę dla dobrych bakterii, które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania układu pokarmowego. Owsianka to także bardzo dobry pomysł na cukrzyków, a także jako profilaktyka przeciwcukrzycowa, ponieważ hamuje przyswajanie cukrów.
A na koniec wisienka na torcie, owies to taki bat na nasze fagocyty, bardzo pięknie pobudza je do pracy - czyli do pochłaniania wirusów i bakterii, które nas atakują. Oznacza to, że owies świetnie wzmacnia układ immunologiczny i pomaga nam w walce z chorobami. Nie wiem czy to zasługa konkretnie owsianki, ale Tosię choroby raczej omijają, choć nie stronimy specjalnie od towarzystwa. Dotąd chorowała trzy razy, raz miała lekki katar (nas wszystkich rozłożyło na łopatki), później dopadła nas jelitówka, reszta rodziny leżała pokotem, Tosie tylko leciutko ruszyło. Ostatnio natomiast przeszła trzydniówkę i to była najpoważniejsza choroba jak dotąd, choć też przetrwaliśmy bez większych fajerwerków. Także apeluję do wszystkich, jedzmy owsiankę! Spróbuję wrzucać Wam na Przepysznik co jakiś czas różne kompozycje owsiankowe, a dzisiaj przepis podstawowy, bo prawidłowe przyrządzenie owsianki jest bardzo ważne, szczególnie dla zachowania wszystkich dobrości, jakie z niej płyną.



Owsianka - przepis podstawowy
(porcja jednoosobowa)
  •  3 kopiaste łyżki płatków owsianych
  • 0,5 szkl. wody
  • dodatki według gustu
Jeśli planujemy zjeść owsiankę na śniadanie, najlepiej płatki zalać wieczorem zimną wodą i zostawić je tak na całą noc pod przykryciem. Rano wystarczy zagotować w garnuszku pół szklanki mleka krowiego albo roślinnego, soku bądź zwykłej wody, dodać namoczone płatki i pogotować maksymalnie 5 minut - nie dłużej! To wersja na ciepło, ale można też płatki od razu rano zalać jogurtem i dodać ulubione świeże owoce czy bakalie.
Na zdjęciach są dwie nasze propozycje, pierwsza podstawowa z brzoskwinią i jagodami. Druga propozycja, to owsianka z suszonymi malinami gotowana na mleku jaglanym z dodatkiem świeżych truskawek, bananów z odrobiną chrupiącej granoli i amarantusa ekspandowanego. Prawdziwe bomby witaminowe.
Smacznego!














Źródła:

20 lipca 2015

Pieczony naleśnik - David Eyre's Pancake


Jeszcze zanim uda mi się stworzyć post sorbetowy, uraczę Was czymś równie pysznym, śniadaniowym, lekkim i wakacyjnym. Pieczony naleśnik, tak nietuzinkowo, bo zwykle naleśniki się smaży na patelni i tyle, ten natomiast jest naprawdę niezwykły. W smaku przypomina nieco połączenie gofrów i ciasta karpatkowego, z wyglądu idealnie udaje to drugie, można więc zachwycić swoją połówkę albo potomka, serwując takie cudo na śniadanie. Ja piekłam je swego czasu dość często, jako lżejszą alternatywę (używałam TEGO przepisu - sam blog Filozofia Smaku bardzo gorąco Wam polecam, szczególnie tym, którzy rozmyślają o tworzeniu bento do pracy), potem po urodzeniu Tosi trochę o nich zapomniałam, aż przypomniała mi o nich niesamowita Irmina z bloga Gotuję komuś (przepis TUTAJ). Jak można się dowiedzieć chociażby z Wikipedii, istnieje kilka nazw i kilka źródeł pieczonego naleśnika. Jedną z najbardziej znanych jest David Eyre's pancake, który zaprezentuję Wam poniżej, który swoja inspirację i początek miał w wywodzącym się z Pensylwanii naleśniku Dutch baby. Mniej znane, ale równie pyszne są fińskie naleśniki alandzkie na bazie kaszy manny bądź płatków ryżowych, a także pochodzące z tego samego kraju Pannukakku już bardziej przypominające klasyczne naleśniki, ale znacznie grubsze. Szwedzi chyba pozazdrościli Finom, ponieważ też mają swoją wersję o typowo szwedzkiej, strasznie długiej i skomplikowanej nazwie Blåbärspannkaka (po ludzku naleśnik z borówkami). Wypróbuję wszystkie te przepisy i na pewno pokażę Wam na blogu, ci którzy zaglądają tu od dłuższego czasu, na pewno już się przekonali jak wielką miłośniczką naleśników jestem. Nie przepuszczę zatem tak kuszącym przepisom ;)
Pieczony naleśnik to świetna, lekka alternatywna dla tradycyjnych naleśników i spokojnie można je podawać maluszkom już od drugiego miesiąca rozszerzania diety.



David Eyre's Pancake
  • 2 jajka
  • 0,5 szkl. mąki pszennej (mniej więcej dwie mocno kopiaste łyżki)
  • 0,5 szkl. mleka
  • łyżka masła/masła klarowanego
  • świeże owoce bądź dżemy bez cukru
  • jogurt naturalny
Piekarnik rozgrzewamy do 210 stopni. Jajka wybijamy do miski, wsypujemy mąkę i mieszamy miotełką bądź mikserem, na koniec dodajemy mleko i mieszamy aż wszystko się ładnie połączy. Ciasto będzie rzadziutkie, jak na tradycyjne naleśniki, przelewamy je do formy żaroodpornej, najlepiej ceramicznej, ale radę da nawet zwykła forma na ciasto. Piec 20 minut, gdzieś w połowie pieczenia naleśnik zacznie się zmieniać w pasmo górskie Karpat, wygląda to pięknie i robi wrażenie. Piekłam te naleśniki z potrójnej porcji na dużej blasze, wyszły naprawdę fajnie, więc z powodzeniem można tego przepisu użyć do pieczenia lżejszej wersji Karpatki.
Podawać ze świeżymi owocami i jogurtem naturalnym bądź z dżemami domowej roboty albo kupnymi 100% owoców.
Smacznego!