Pokazywanie postów oznaczonych etykietą banany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą banany. Pokaż wszystkie posty

16 listopada 2015

Pieczona owsianka dyniowa

 

Dyniowego szaleństwa ciąg dalszy. Kiedy przerobiło się na miazgę całą dynię, to raczej nie ma innego wyjścia jak tylko piec, piec, smażyć i gotować. Tym razem zapraszam na śniadaniowy rarytas, nieco nietypowa w smaku, acz naprawdę przepyszna owsianka pieczona z dodatkiem dyni, owoców i bakalii. Tosia pochłonęła ze smakiem całą porcję i zażądała dokładki, niechaj to wystarczy za całą reklamę.



Pieczona owsianka dyniowa
  • 50g dowolnych płatków
  • 3/4 szkl. dowolnego mleka
  • 3 łyżki puree z dyni
  • 2 jajka
  • cynamon i gałka muszkatołowa
  • 1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 jabłko
  • 1 banan
  • rodzynki
  • orzechy włoskie lub łyżka masła orzechowego domowego lub kupnego 100% orzechów
Płatki zalać mlekiem i zostawić na noc bądź przynajmniej na 30 minut. Rano dodać puree z dyni, jajka i przyprawy z proszkiem do pieczenia i dobrze wymieszać, żeby wszystko się połączyło. Jabłko obrać i zetrzeć na tarce, banana obrać i pokroić w talarki, wrzucić je razem z rodzynkami i orzechami/masłem orzechowym do ciasta i wymieszać. Przelać do naczynia żaroodpornego i wstawić do piekarnika nastawionego na 200 stopni i piec 30 minut.
Smacznego!
 








30 października 2015

Babeczki dyniowe z amarantusem


Zostałam w całości i bez reszty pochłonięta przez drugiego bloga z zabawami, zabawkami i inspiracjami. Zapraszam tam serdecznie wszystkich tych, którzy poszukują pomysłów na zabawę z roczniakiem, koncepcji na prezent czy szukają prostych DIY zabawkowych - wystarczy kliknąć KLIK. W każdym razie czasu na cokolwiek innego mi brakło, choć pieczenie, gotowanie i pichcenie było u nas cały czas. Stąd posiłkowałam się starymi przepisami z bloga. Dziś mam dla Was jednak coś nowego, choć nadal idę trochę na łatwiznę, mówi się trudno. Poniżej znajdziecie przepis na bardzo smakowite babeczki dyniowe, które piekłam już w poprzednim sezonie (i z tamtego czasu pochodzą zdjęcia Tosi, nie miała wtedy jeszcze nawet roku!). Są naprawdę pyszne i godne tego, by przesłać je dalej w świat. Przepis pochodzi ze strony AlaAntkoweBLW.


Babeczki dyniowe z amarantusem
(na 15 sztuk)
  • 1,5 szklanki puree z dyni
  • 0,5 szklanki mąki z amarantusa
  • 0,5 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1 szklanka mąki pszennej (można też w całości wsypać zwykłą pszenną, ważne żeby w sumie zawsze były 2 szklanki mąki)
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 czubata łyżeczka cynamonu
  • 1 płaska łyżeczka gałki muszkatołowej
  • szczypta soli (można pominąć)
  • 1 dojrzały banan
  • 0,5 szklanki oleju rzepakowego
  • 3 łyżki amarantusa ekspand. + trochę amarantusa do posypania babeczek
  • 3 łyżki rodzynek (10min. namoczone w wodzie)
Piekarnik rozgrzać do 200 C z termoobiegiem. Blaszkę wykładamy papilotkami bądź smarujemy lekko olejem, choć ja szczerze dziś polecam silikonowe formy, są znacznie przyjemniejsze w użytkowaniu.
Ciasto przygotowujemy dość standardowo, jak większość muffinek. W jednej misce mieszamy wszystkie składniki suche: mąkę, proszek, sodę, przyprawy i amarantus, wszystko powinno być przemieszane. Na środku suchej masy trzeba zrobić dołek i wlać w niego składniki mokre, czyli puree z dyni, olej, lekko rozbełtane jajko, rozgniecionego banana, a na koniec odsączone rodzynki. Całość energicznie mieszamy łyżką, a powstałe ciasto nakładamy do foremek do 3/4 ich wysokości. Z wierzchu można posypać amarantusem ekspandowanym i lekko przyklepać, żeby przywarł do ciasta. Babeczki pieczemy 20 minut.
Smacznego!





05 października 2015

Chlebek bananowy Sophie Dahl



Specjalizuję się w utylizacji resztek. Tak, tak drodzy moi, kiedy ma się w domu małe dziecko, taka umiejętność jest bardziej niż ważna. Bo kiedy ślęczymy nad garami, a potem mały towarzysz odmawia spożycia, krew nas jasna zalewa i zwykle nie mamy co zrobić z całym garem czegoś, co powinno być wchłonięte na raz, ze smakiem. Wzbijamy się wtedy na wyżyny naszej bogatej wyobraźni i tworzymy z pozostałości cosie, które mają uratować naszą kuchenną reputację i nagle okazuje się, że owe cosie są znacznie lepsze niż oryginał.
Podobnie jest z warzywami i owocami w każdej kuchni, kiedy nie mamy na nie chęci i tak sobie leżą i leżą, czekając na lepsze czasy. Aż w końcu okazuje się, że na przykład taki banan jest cały w brązowe cętki i nikt nie chce go ruszyć nawet kijem. W takich momentach przydają się resztkowe przepisy, takie jak poniższy, nieco zmodyfikowany przeze mnie przepis na chlebek bananowy. Pyszne, wilgotne ciasto, bardzo słodkie i ubóstwiane przez wszystkich w moim domu. Ciasto będące rewelacyjnym sposobem na utylizację mocno przejrzałych bananów. Prawdę mówiąc innych do niego nie powinno się używać. Zapraszam do lektury i zachęcam do wypróbowania przepisu. Takie ciasto będzie idealne na jesienne chłody.



Chlebek bananowy Sophie Dahl
  • 4 banany
  • 5-6 daktyli
  • 1 jajko
  • 75g miękkiego masła
  • 170g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka sody
  • ew. 30g cukru kokosowego
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. W czasie, kiedy będzie się nagrzewał, zalewamy daktyle wrzątkiem i odstawiamy, żeby nieco zmiękły. Rozgniatamy widelcem banany i mieszamy z lekko rozkłóconym jajkiem oraz masłem. W drugiej misce mieszamy mąkę pszenną z sodą oraz ewentualnie, jeśli ktoś lubi naprawdę słodkie ciasta, możemy dodać trochę cukru kokosowego. Zawartość obu misek łączymy przy pomocy miotełki albo łyżki. Daktyle odsączamy i blendujemy na gładki mus, dorzucamy do masy (można też zostawić kawałki daktyli, tak też jest pysznie). Ciasto przelewamy do keksówki (23cm) wysmarowanej tłuszczem i obsypanej bułką tartą. Pieczemy 1 godzinę.
Smacznego!




A ty, pieczesz już swój chlebek bananowy?


09 lipca 2015

Domowe lody bananowo-orzechowe (bez maszyny)

Lodowego szaleństwa część trzecia! Te lody w moim domu to absolutny hit nad hitami, są przepyszne i wszyscy są w nich zakochani. Delikatne i aksamitne, mają zdecydowanie lepszą strukturę niż klasyczne lody na bazie samej bitej śmietany lub jogurtu i dodatków. To wszystko za sprawą bananów, magicznego składnika, który słodzi, nadaje puszystości i delikatności. Od dzisiaj kupujemy banany na kilogramy :)



Lody bananowo-orzechowe
  • 4 dojrzałe banany
  • 400g śmietany 30%
  • 2 łyżki masła 100% orzechów
Banany pokroić w półplasterki, wrzucić do pudełka i wstawić do lodówki na kilka godzin (4-5), po wyjęciu wrzucić do blendera i zmiksować na gładko. W zasadzie taki sorbet bananowy sam w sobie jest już świetnym deserem :) Ja natomiast ubiłam jeszcze śmietanę na sztywno, dorzuciłam do niej zmiksowane mrożone banany, a na koniec dodałam jeszcze masło orzechowe. Miskę wstawiłam do zamrażarki i po godzinie przemieszałam je miotełką, wstawiłam do zamrażarki i po pół godzinie przemieszałam znowu, mieszanie trzeba powtórzyć jeszcze trzy razy co pół godziny. Tak przygotowaną masę można włożyć do pojemników na lody bądź pudełka z pokrywką czy pudełeczek po jogurcie, które trzeba jeszcze przykryć folią spożywczą, żeby nie obeschły z wierzchu. Wszystkie pojemniki wstawiamy do zamrażarki i zostawiamy na kilka godzin (lodom w małych pojemniczkach wystarczą 3 godziny, lody w dużym pojemniku będą potrzebowały mniej więcej 5-6 godzin).
Tosia rozmiłowała się w samym tylko sorbecie bananowym, takie lody jej w zupełności wystarczają i je też widać na zdjęciach z nią.
Smacznego!









Lody dołączają do Akcji Lodowej 2015 na blogu Magia w kuchni:

07 czerwca 2015

Muffiny czekoladowe


Kiedy dom zapada w spokojny, ciepły sen. Słychać jedynie cykanie świerszczy za oknem i spokojny oddech dziecka. Nastaje niczym niezmącony spokój. Wtedy bardzo często nachodzi mnie chęć, by na jutrzejsze drugie śniadanie, albo na podwieczorek, upiec coś pysznego. W domu nie ma jednak składników na coś wymyślnego, w końcu jest niedziela i przez weekend większość rzeczy z lodówki i wszelkich schowków wyjedliśmy. Trzeba zatem wymyślić coś, co da się zrobić z niczego. Już dawno temu doszłam do wniosku, że najlepszy "deser nic" to babeczki wszelkiej maści. Są w stanie przyjąć każdy składnik i niemalże zawsze wyjdzie coś dobrego. Ruszam zatem do boju i z chęcią podzielę się z wami jedną z moich koncepcji.



Muffiny czekoladowe
(przepis na 9 dużych babeczek)
  • 3 łyżki płatków ryżowych
  • 1 szkl. wody
  • 1/2 jabłko
  • 4 łyżki dowolnego mleka
  • 4 łyżki oleju rzepakowego
  • 1 jajko
  • 4 czu­bate łyżki mąki pszen­nej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki kakao
  • 1 banan
  • masło orzechowe (najlepiej 100% orzechów)
Wodę zagotować i wsypać płatki, zmniejszyć ogień i pozwolić płatkom napęcznieć. W tym czasie obrać połówkę jabłka i zetrzeć na tarce, dorzucić do płatków, wymieszać i zostawić na 5 minut, można co jakiś czas przemieszać, żeby nie przywarły do dna. Przestudzić.
Mleko, olej i jajko roztrzepać, żeby się połączyły, dosypać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i kakaem. Dokładnie zmiksować na jednolitą masę, dorzucić przestudzone płatki ryżowe z jabłkiem i wkroić całego banana (najlepiej pokroić go w półplasterki, żeby nie były za duże).
Nakładać do silikonowych papilotek do połowy wysokości, na ciasto nakładać po łyżeczce masła orzechowego i przykryć ją drugą łyżką ciasta. Piec 35 minut w 180 stopniach (najlepiej sprawdzać patyczkiem, czy są już upieczone, ale z boku, żeby nie trafić na masło orzechowe.
Muffinki są wilgotne i pysznie czekoladowe, u nas zniknęły ekspresowo :)
Smacznego!





30 maja 2015

Muffiny jaglano-sezamowe


Co dzieci jadają w Dzień Dziecka? Hm? Oczywiście, że słodycze! A jakże, całe starty batoników, czekoladek i ciasteczek piętrzące się obok kolorowych i gadających zabawek. Jeśli kogoś z lekka przeraża taka wizja, zapraszam do zapoznania się z alternatywą. Mnie te muffiny urzekły i skradły moje serce. Są przepyszne i bez trudu dorównują swoją smakowitością popularnym smakołykom. Można je piec na co dzień i od święta, bez większych wyrzutów sumienia.


Muffiny jaglano-sezamowe
  • 3/4 szkl. ugotowanej kaszy jaglanej
  • 1/2 szkl. tahini
  • 1/2 szkl. syropu z daktyli (szklanka suszonych daktyli namoczona w gorącej wodzie przez co najmniej godzinę, odsączone i zblendowane)
  • 1 jajko lub banan (albo obydwa ;) )
  • 3 czubate łyżki mąki
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • garść rodzynek
  • amarantus ekspandowany (u mnie w melasie)
Kaszę jaglaną zblendować dokładnie z tahini i syropem daktylowym. Dodać jajko albo rozgniecionego banana (ja wrzuciłam obydwa), dosypać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, a po dokładnym wymieszaniu, na koniec, wrzucić rodzynki. Ciasto nakładać do papilotek bądź foremek silikonowych do 3/4 wysokości i posypać amarantusem (może być też sezam, mak albo cokolwiek innego przyjdzie wam do głowy). Piec 35 minut w 180 stopniach celcjusza (do suchego patyczka). Powinny mieć złoty kolor.
Smacznego!