Pokazywanie postów oznaczonych etykietą daktyle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą daktyle. Pokaż wszystkie posty

05 października 2015

Chlebek bananowy Sophie Dahl



Specjalizuję się w utylizacji resztek. Tak, tak drodzy moi, kiedy ma się w domu małe dziecko, taka umiejętność jest bardziej niż ważna. Bo kiedy ślęczymy nad garami, a potem mały towarzysz odmawia spożycia, krew nas jasna zalewa i zwykle nie mamy co zrobić z całym garem czegoś, co powinno być wchłonięte na raz, ze smakiem. Wzbijamy się wtedy na wyżyny naszej bogatej wyobraźni i tworzymy z pozostałości cosie, które mają uratować naszą kuchenną reputację i nagle okazuje się, że owe cosie są znacznie lepsze niż oryginał.
Podobnie jest z warzywami i owocami w każdej kuchni, kiedy nie mamy na nie chęci i tak sobie leżą i leżą, czekając na lepsze czasy. Aż w końcu okazuje się, że na przykład taki banan jest cały w brązowe cętki i nikt nie chce go ruszyć nawet kijem. W takich momentach przydają się resztkowe przepisy, takie jak poniższy, nieco zmodyfikowany przeze mnie przepis na chlebek bananowy. Pyszne, wilgotne ciasto, bardzo słodkie i ubóstwiane przez wszystkich w moim domu. Ciasto będące rewelacyjnym sposobem na utylizację mocno przejrzałych bananów. Prawdę mówiąc innych do niego nie powinno się używać. Zapraszam do lektury i zachęcam do wypróbowania przepisu. Takie ciasto będzie idealne na jesienne chłody.



Chlebek bananowy Sophie Dahl
  • 4 banany
  • 5-6 daktyli
  • 1 jajko
  • 75g miękkiego masła
  • 170g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka sody
  • ew. 30g cukru kokosowego
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. W czasie, kiedy będzie się nagrzewał, zalewamy daktyle wrzątkiem i odstawiamy, żeby nieco zmiękły. Rozgniatamy widelcem banany i mieszamy z lekko rozkłóconym jajkiem oraz masłem. W drugiej misce mieszamy mąkę pszenną z sodą oraz ewentualnie, jeśli ktoś lubi naprawdę słodkie ciasta, możemy dodać trochę cukru kokosowego. Zawartość obu misek łączymy przy pomocy miotełki albo łyżki. Daktyle odsączamy i blendujemy na gładki mus, dorzucamy do masy (można też zostawić kawałki daktyli, tak też jest pysznie). Ciasto przelewamy do keksówki (23cm) wysmarowanej tłuszczem i obsypanej bułką tartą. Pieczemy 1 godzinę.
Smacznego!




A ty, pieczesz już swój chlebek bananowy?


06 czerwca 2015

Bajaderki II


Kiedyś już wrzucałam na bloga przepis na bajaderki, ale czas go nieco ulepszyć i "ozdrowić", żeby z czystym sercem i sumieniem móc taką bajaderkę zaserwować maluchowi. Sama bardzo je lubię, zarówno za smak, jak i za to, że można do nich wrzucić w zasadzie wszystko, są więc świetnym sposobem na utylizację zeschniętego biszkopta, czy też resztek bakalii z dna opakowań. Okazuje się też, że ciasto, które nie wyszło, po przerobieniu na bajaderkę smakuje jak samo niebo.




Bajaderki II
  • 300g biszkopta bądź innego ciasta
  • soku jabłkowego rozcieńczonego wodą 1:1
  • 0,5 szkl. syropu daktylowego (1 szkl. daktyli zalać wrzątkiem i odstawić pod przykryciem na co najmniej godzinę, odsączyć i zmiksować)
  • 3 łyżki kakao bądź 1,5 łyżki karobu
  • 0,5 szkl. mleka (krowie, kozie albo roślinne)
  • dowolne bakalie (u nas rodzynki, wiórki kokosowe, orzechy nerkowca)
  • dwie garści amarantusa ekspandowanego
  • gorzka czekolada (najlepiej 80% kakao)
  • 50g masła bądź oleju kokosowego
  • wiórki i rodzynki do posypania z wierzchu
Biszkopta bądź inne ciasto, które mamy, rozgnieść na drobno i namoczyć sokiem z wodą, dodać syrop daktylowy, kakao i mleko, po czym zagnieść, aż wszystko się ładnie połączy. Na koniec dosypać amarantus i bakalie i porządnie wymieszać. Przykryć i odstawić w chłodne miejsce na 30 minut.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej (do garnka wlać wodę, postawić na nim dopasowaną metalową bądź szklaną miskę - nie może dotykać powierzchni wody pod spodem, do miski wrzucić czekoladę i zagrzać, aż czekolada całkowicie się rozpuści). Dodać wybrany tłuszcz i wymieszać, aż się połączą na gładko. Z bajaderkowej masy ukulać zgrabne kuleczki, u nas wielkości piłeczki ping-pongowej, ale mogą być zarówno mniejsze jak i większe. Każdą kulkę pomazać po wierzchu rozpuszczoną czekoladą z tłuszczem - można też zanurzyć kulki w całości, jeśli są małe. Wierzch posypać wiórkami kokosowymi, rodzynkami albo jeszcze innymi bakaliami, np. poszatkowaną morelą albo orzechami.
Smacznego!









30 maja 2015

Muffiny jaglano-sezamowe


Co dzieci jadają w Dzień Dziecka? Hm? Oczywiście, że słodycze! A jakże, całe starty batoników, czekoladek i ciasteczek piętrzące się obok kolorowych i gadających zabawek. Jeśli kogoś z lekka przeraża taka wizja, zapraszam do zapoznania się z alternatywą. Mnie te muffiny urzekły i skradły moje serce. Są przepyszne i bez trudu dorównują swoją smakowitością popularnym smakołykom. Można je piec na co dzień i od święta, bez większych wyrzutów sumienia.


Muffiny jaglano-sezamowe
  • 3/4 szkl. ugotowanej kaszy jaglanej
  • 1/2 szkl. tahini
  • 1/2 szkl. syropu z daktyli (szklanka suszonych daktyli namoczona w gorącej wodzie przez co najmniej godzinę, odsączone i zblendowane)
  • 1 jajko lub banan (albo obydwa ;) )
  • 3 czubate łyżki mąki
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • garść rodzynek
  • amarantus ekspandowany (u mnie w melasie)
Kaszę jaglaną zblendować dokładnie z tahini i syropem daktylowym. Dodać jajko albo rozgniecionego banana (ja wrzuciłam obydwa), dosypać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, a po dokładnym wymieszaniu, na koniec, wrzucić rodzynki. Ciasto nakładać do papilotek bądź foremek silikonowych do 3/4 wysokości i posypać amarantusem (może być też sezam, mak albo cokolwiek innego przyjdzie wam do głowy). Piec 35 minut w 180 stopniach celcjusza (do suchego patyczka). Powinny mieć złoty kolor.
Smacznego!





23 maja 2015

Wegańskie babeczki orzechowe


Dziś mam dla was przepis naprawdę pyszny i idealny na weekend. Pochodzi z jednej z moich ulubionych stron, którą też przy okazji gorąco wam polecam KLIK. Kiedy tylko zobaczyłam te babeczki na zdjęciu, od razu zapałałam do nich gorrrrącą miłością i po prostu musiałam je upiec. Gotowe był w dwie godziny (łącznie z pieczeniem i przygotowaniem pasty daktylowej) i wypełniły naszą kuchnie przecudownym, miodowo-orzechowym zapachem. Domownicy rzucili się na nie jak wygłodniałe wilki i byli bardzo zaskoczeni, kiedy im powiedziałam, że to całkowicie wegański przepis :) Polecam jako niedzielny deser, my pieczemy je dzisiaj po raz kolejny.






Wegańskie babeczki orzechowe
  • 3/4 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
  • 1 i 1/2 szklanki płatków dowolnego rodzaju (u nas mix owsianych, jaglanych i gryczanych)
  • 1/2 szklanki dowolnych orzechów (u nas nerkowce)
  • 1/2 szklanki rodzynek
  • 1/4 szklanki masła orzechowego (najlepiej 100% orzechów)
  • 1/2 szklanki pasty z daktyli (1 szklankę daktyli trzeba zalać wrzątkiem i odstawić na godzinę, po czym lekko odsączyć i z miksować na gęstą pastę)
  • 1 mocno dojrzały banan
  • 1/2 szklanki dowolnego roślinnego mleka
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 1 łyżeczka cynamonu
Polewa karmelowa:
  • 2 garście orzechów (ziemne, włoskie, migdały)
  • 2 łyżki miodu lub syropu daktylowego
  • 1 łyżka cukru (u nas trzcinowy nierafinowany)
  • 1 łyżka oleju kokosowego (lub masła)
Piekarnik rozgrzać do temperatury 180 stopni C. Do pierwszej miski wrzucić składniki suche (płatki, orzechy, rodzynki, cynamon). Do drugiej rozgniecionego banana, kaszę, masło orzechowe, pastę daktylową, wanilię i mleko. Połączyć zawartość obu misek i wyłożyć gotową masęo do foremek na muffinki, najlepiej silikonowych. Ciasto w czasie pieczenia nie rośnie jakoś specjalnie, więc można wyłożyć foremki po brzegi. Piec pół godziny. W międzyczasie przygotować polewę: w garnku na niewielkim ogniu podgrzać miód z dodatkiem cukru, dorzucić olej i wymieszać, cały czas podgrzewając, aż masa zacznie gęstnieć. Dodać orzechy i jeszcze chwilę mieszać. Ciepły jeszcze karmel wyłożyć na wierzch babeczek i zostawić do wystygnięcia.
Smacznego!










01 maja 2015

Pischinger kakaowo-daktylowy


Specjalnie na majówkę mam dla was coś naprawdę prościutkiego i szybkiego, a przy tym naprawdę pyszny to łakoć. Pischinger to bardzo popularne w Krakowie wafelki, reszta kraju nazywa je andrutami :D Ja natomiast po kilku latach mieszkania w Krakowie mam tylko jedno skojarzenie, kiedy widzę tak przygotowane wafle, właśnie typowo krakowskie. Zgodnie z aktualną wiedzą, pomysłodawcą pierwszego torcika Pischinger był dziewiętnastowieczny, wiedeński cukiernik Oskar Pischinger. Po dziś dzień przygotowuje się go na terenie całej Galicji, stąd też może ta nazwa zagościła w małopolsce wypierając bardziej polskiego andruta.


My przygotowaliśmy wafelki specjalnie na majówkę (niemalże całą rodziną), w dodatku wersję nieco zdrowszą niż tradycyjna i bardziej wilgotną. Do przełożenia wafli użyłam goszczącej już na Przepyszniku daktylowej nutelli, żebyście jednak mieli wszystko w jednym miejscu, powtórzę cały przepis.
Uwielbiam słodycze, które można jeść niemalże bezkarnie!





Pischinger kakaowo-daktylowy
  • 100g daktyli
  • 1/4 szkl. mleka roślinnego bądź krowiego
  • 2 łyżki karobu bądź 3 płaskie łyżki kakao
  • 0,5 szkl. nerkowców bądź orzechów laskowych
  • opakowanie wafli
Daktyle wydrylować, zalać wrzątkiem i zostawić na noc. Rano odsączyć i zmiksować w całości, wlać mleko, wsypać karob/kakao. Nerkowce bądź orzechy laskowe zmielić w młynku do kawy na mąkę, bądź jeśli ktoś lubi nagryźć od czasu do czasu kawałek orzecha, można zmielić nieco grubiej. Dorzucić orzechy do reszty składników i wszystko dokładnie zmieszać na krem, którym następnie można od razu przełożyć wafle, układając jeden na drugim. Po wyczerpaniu całego kremu pokroić Pischingera w prostokąty lub trójkąty dowolnej wielkości.
Smacznego!