25 stycznia 2015

Daktylowa nutella


Są takie dni, kiedy człowiek najchętniej pożarłby w całości tabliczkę czekolady, albo i dwie.
Są takie dni, kiedy przemożna chcica na „coś słodkiego” albo „małe Conieco” opanowuje już nie tylko cały nasz umysł, ale i każdą komórkę naszego ciała.
Są takie dni, które w całości spędzamy na dworze, grzebiąc się po czubek głowy w śniegu, a potem wracamy do domu przemarznięci i przydałoby się coś pysznego na ząb do ciepłej herbaty.
Są takie dni, w których najchętniej zapomnielibyśmy o zdrowej diecie, bo z półki sklepowej kusi piękny słoiczek z orzechami na etykietce.
Nie martwcie się, dzisiejszym przepisem poratuję was słoiczkiem pyszności, która spokojnie zastąpi dwie tabliczki czekolady, będzie wspaniałym „małym Conieco” dla najbardziej nawet wybrednych Kubusiów, wspaniale będzie się komponować z herbatą i wreszcie, będzie zdrowa i pyszna!
Domowa „nutella” czyli kakaowy krem na bazie daktyli i orzechów, zawładnął moją słodkożerną duszą, a wersja z karobem spokojnie może zagościć w diecie nawet niespełna rocznej Tosi. Uwielbiam przepisy, którymi spokojnie mogę zastąpić popularne słodkości, żeby jak to niektórzy straszą, „nie odbierać mojej córce dzieciństwa”. Też was bawi to stwierdzenie? Bo mnie wyjątkowo, jakby słodycze stanowiły jedyny sens bycia dzieckiem. Żeby jednak pozamykać wszystkie nieżyczliwe usta, można się pokusić o przyrządzenie daktylowego kremu do kanapek i naleśników, a nawet wrzucić go do słoika po nutelli i brać gości pod włos ;)
Krem jest znakomity w smaku, można go przyrządzić zarówno w wersji dla alergików bez orzechów i z karobem zamiast kakao, a także z mlekiem roślinnym zamiast krowiego. Pełna dowolność, smak za każdym razem jest tak samo wyśmienity. A teraz kilka słów wyjaśnienia odnośnie składników.

Karob

Źródło obrazka: http://przebudzmysie.pinger.pl/m/17934326

Dla tych, którzy słyszą o czymś takim po raz pierwszy – nie martwcie się, do niedawna też nie miałam pojęcia o jego istnieniu. Dziś wiem, że to bardzo dobre zastępstwo dla kakao, w przypadku alergii, która zdarza się dość często, ale nie tylko, ponieważ karob ma wiele wartości, dzięki którym może spokojnie stanąć obok kakao na kuchennej szafce w każdej kuchni (uwaga, karobu sypiemy do potraw o połowę mniej niż kakao!).
Szarańczyn strąkowy, czyli inaczej karob to gatunek zimozielonego drzewa, należący do rodziny bobowatych, występujący w regionie śródziemnomorskim. Strąki nazywane są chlebem świętojańskim, o którym pewnie spora część z was słyszała, czyli jesteśmy w domu. Nad morzem śródziemnym jest to roślina pastewna, której owoce zawierające 50% cukrów przez długi czas był głównych źródłem cukru w tamtym regionie, poszła w zapomnienie od czasu upowszechnienia się buraków i trzciny cukrowej. I to jest bardzo przyjemna wiadomość, ponieważ karob w smaku przypomina osłodzone kakao! Jednocześnie ma niską zawartość tłuszczu, jest hipoalergiczny i nie zawiera kofeiny, co w przypadku diety niemowląt jest ogromnym zatutem. Ma w zasadzie te same właściwości co kakao, tak jak ono nadaje wypiekom i polewom ciemno brązową, piękną i smakowitą barwę. Jego owoce służą w tej chwili do wyrobu syropu, albo ususzone i zmielone stanowią substytut kawy.
Z nasion wyrabia się natomiast tzw. mączkę chleba świętojańskiego (E410), jest to guma karobowa używana jako zagęszczacz, a także stosowana w cukiernictwie przyprawa. Nazwę chlebek świętojański zaś, bez trudu można znaleźć na opakowaniach karmy dla zwierząt w ogrodach zoologicznych, jest bowiem zwierzęcym przysmakiem :)
No dobrze, napisałam że to bardzo wartościowa roślina, ale teraz co dokładnie ma w środku? Po wysuszeniu w strąkach chleba świętojańskiego znajduje się 15% wody, do 70% węglowodanów (cukrów, skrobi), 4-6% białka, 1-4% tłuszczu oraz dodatkowo kwas masłowy i izomasłowy, bardzo rzadko występujące w roślinach. Ponad to jest bogaty w pektyny, śluz, garbniki, witaminy (A, B2, B3 oraz D) i sole mineralne, w których skład wchodzą wapń, fosfor, potas oraz magnez i żelazo, poza tym mikrolementy, jak: mangan, bar, miedź oraz nikiel. W przeciwieństwie do kakao nie zawiera kwasu szczawiowego zmniejszającego wchłanianie związków wapnia i cynku.
Jakby tego było mało, ma doskonałe działanie przeciwkaszlowe, syrop łagodzi i koi zaczerwienione gardło. Wywar łagodzi biegunki i pomaga w stanach zapalnych jelit i żołądka.
Dzieci mogą spożyć dziennie do 15g karobu dziennie, przy czym należy go wprowadzać stopniowo, dorośli mogą sobie pozwolić na 20g, a nawet więcej.
Na koniec ważna informacja dla odchudzających się: karob zawiera o 60% kalorii mniej niż kakao.

Daktyle
Źródło obrazka: http://mamzdrowie.pl/daktyle-wlasciwosci/

Długi czas daktyle znałam głównie z powieści, których akcja toczyła się gdzieś w krajach Bliskiego Wschodu i brzmiały mi wyjątkowo egzotycznie, tajemniczo i smakowicie. Jako już całkiem dorosła kobieta spróbowałam ich po raz pierwszy, suszonych, i wydały mi się tak potwornie słodkie, że aż niezjadliwe. Porzuciłam więc temat na kilka następnych lat, aż pojawienie się małego ludzika sprawiło, że musiałam nieco zmodyfikować, jeśli nie zrewolucjonizować, moją kuchnię. Zakupiłam więc woreczek daktyli i nie bardzo wiedząc co z nią zrobić zasięgnęłam języka u wujka google, poniżej kompilacja zdobytej przeze mnie wiedzy.
Daktylowiec właściwy to gatunek rośliny z rodziny arekowatych, potocznie znanych po prostu jako palmy. W stanie dzikim nie występuje, jest natomiast uprawiany w wielu krajach świata. U nas przede wszystkim można spotkać owoce suszone bądź świeże, choć same w sobie generalnie nie zawierają wiele wody. To właśnie chęć pozyskania daktyli jest głównym powodem uprawy palmy na świecie, są one bowiem bardzo słodkie i pożywne, o mięsistym miąższu, świetnie na dającym się do wszelkiego przetwarzania. Zawierają ponad 50% cukrów (dokładniej: 100 gramów świeżych daktyli zawiera: 20% wody, 70% węglowodanów – najwięcej ze wszystkich owoców, 7% błonnika, 2,2% białka, 0,5% tłuszczu) i są źródłem wielu minerałów (potasu, chromu i fosforu – kolejne rekordy wśród owoców, magnezu, żelaza, sodu, cynku) oraz witamin (A, C, K, PP oraz z gruby B, przy czym w zawartości witamin B2 i B3 również nie mają sobie równych wśród owoców).
Istnieją dwie odmiany daktyli: miękkie, z których wyrabia się „miód palmowy” stanowiący podstawę bardzo odżywczego chleba daktylowego; oraz twarde o dużej zawartości skrobi i te można zjadać na surowo bądź mieli się je na mąkę, z której powstaje tzw. chleb pustyni.
Daktyle, zwłaszcza świeże, obniżają poziom cholesterolu oraz cukru we krwi, są świetnym „lekiem” w profilaktyce zaparć, są doskonałą naturalną „odżywką” dla osób intensywnie uprawiających sport. I choć kiedyś mówiono, że daktyle to „bomba cukrowa”, przeprowadzone badania udowodniły, że osoby zdrowe, jedzące dziennie przez miesiąc, nawet 100g daktyli, mają stały poziom cukru we krwi, a do tego obniżył im się poziom trójglicerydów.
Daktyle zawierają ponadto kwas taninowy, który stanowi wspaniały antyoksydant, mający właściwości przeciwbólowe, przeciwzapalne, przeciwzakrzepowe i wzmacniające organizm. Zalecane są przy nadciśnieniu tętniczym, głównie dzięki szalonej zawartości potasu.
Specjalnie dla nieprzekonanych dodam, że daktyle są uważane, za wyśmienity afrodyzjak ;)

Pochłonąwszy tę sporą porcję wiedzy możemy już spokojnie przejść do wyczekiwanego przepisu, który, jak widać powyżej, ma w sobie naprawdę cenny skarb dla zdrowego organizmu. Zachęcam was gorąco do spróbowania, choć odkąd słoiczek domowej „nutelli” stoi w mojej lodówce, mam ochotę pożreć cały naraz.

 
Domowa 'nutella'
Inspirowałam się dość mocno przepisem z jadłonomii

100g daktyli
1/4 szkl. mleka roślinnego bądź krowiego
2 łyżki karobu bądź 3 płaskie łyżki kakao
0,5 szkl. nerkowców bądź orzechów laskowych
szczypta soli na czubku noża 

Daktyle wydrylować, zalać wrzątkiem i zostawić na noc. Rano odsączyć i zmiksować w całości, wlać mleko, wsypać sól i karob/kakao. Nerkowce bądź orzechy laskowe zmielić w młynku do kawy na mąkę, bądź jeśli ktoś lubi nagryźć od czasu do czasu kawałek orzecha, można zmielić nieco grubiej. Dorzucić orzechy do reszty składników i wszystko dokładnie zmieszać na krem. Składników wystarczy na zapełnienie małego słoiczka. Można przechowywać w lodówce mniej więcej przez tydzień, choć szczerze wątpię, żeby tyle przetrwała ;)
Smacznego!



Na koniec bonusowo zdjęcie tłumaczące dlaczego wpis pojawił się tak nieprzyzwoicie późno, otóż byliśmy od wczoraj w odwiedzinach u kolegi Tosi Grzesia, również dzieciaka BLW ;)


Bibliografia

7 komentarzy:

  1. A jeśli daktyle są świeże, to trzeba je moczyć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkiej konieczności nie ma, bo świeże dają się ładnie zmiksować, tylko trzeba pomiksować chwilę dłużej, żeby skórka się dobrze rozdrobniła ;)

      Usuń
  2. Świetny przepis ale ...... Pisze i mówi się KAKAO a nie kakaa to rzeczownik nieodmienny Tak na przyszłość

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za przytyk, będę to miała na uwadze. Uwielbiam grammar nazi krążących po Internecie ;)

      Usuń
    2. cale szczescie ze takie osoby jeszcze istnieja..

      Usuń
  3. jest przepyszna. Ja tak często ją robiłam, że aż mi się blender popsuł, teraz kupiłam mega mocny z panasonica i robię nutellę dalej :D

    OdpowiedzUsuń