13 maja 2015

Pancakes II


Nie jestem fanką kuchni Ameryki Północnej, prawdę mówiąc bardzo jej nie lubię, bo jest tłusta, mało odżywcza i niezdrowa. Amerykanie lubują się w tonach cukru, przetworzonym jedzeniu, tłuszczach utwardzonych i wielu jeszcze niefajnych rzeczach. Natomiast są dwie rzeczy, które w USA ratowałyby mi życie, mianowicie dobre masło orzechowe (takie bez soli, cukru i tłuszczów utwardzonych, a mają takie) i pancakes. Ale też nie takie klasyczne z cukrem w cieście, tylko w nieco odchudzonej wersji, którą lubię serwować mojemu starszemu siostrzeńcowi jak ma smutny dzień - to jego ulubione placki. A zatem poniżej dzielę się z wami najlepszym przepisem na pocieszające pancakes, jaki znam.




Amerykańskie pancakes
  • 1 i 1/4 szklanki mąki
  • 1 jajko
  • 1 i 1/4 szklanki maślanki
  • 1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody
  • 1/4 szklanki oliwy
Wszystkie składniki zmiksować razem na gładką masę o konsystencji gęstej śmietany. Rozgrzać patelnię i na średnim ogniu smażyć pancakes z dwóch stron. Najbardziej klasycznym sposobem podania jest kawałek masła położony na jeszcze ciepłego placuszka i syrop klonowy - jest to wyjątkowo smaczne połączenie. Ale pancakes smakują równie dobrze z miodem czy dżemem.
Smacznego!






09 maja 2015

Placuszki kokosowe z bananem

 
Na weekend proponuję placuszki na mleku kokosowym z bananem w kawałkach. Połączenie kokosa i banana jest jednym z moim ulubionych, a gdy do tego poleje się placki syropem klonowym, można wprost rozpłynąć się z rozkoszy. Polecam wszystkim wielbicielom egzotycznych smaków.



Placuszki kokosowe z bananem

  • 3 jajka
  • 120g mąki pszennej
  • 125ml mleka kokosowego
  • 125ml śmietany 18%
  • 2 banany
  • łyżeczka soku z cytryny
  • wiórki kokosowe i syrop klonowy
Jajka zmiksować z mlekiem, śmietaną i mąką na gładką masę, po czym odstawić na 30 minut (niecierpliwym polecam w tym czasie wypić kawę). Banany obrać i pokroić w plasterki, skropić sokiem z cytryny. Ciasto przemieszać i wykładać po dwie łyżki na dobrze rozgrzaną patelnię z odrobiną oleju kokosowego.  Podsmażyć lekko z jednej strony, na złoty kolor, po czym przewrócić łopatką. Na wierzchu wyłożyć plasterki banana, po czym jeszcze raz przewrócić i podsmażyć dodatkowo aż się zrumieni.
Zdjęcia są zrobione w wersji z bananem wrzuconym do ciasta, ponieważ dziecię było bardzo niecierpliwe, ale postaram się też w najbliższym czasie dodać wersję z bananem przysmażonym na wierzchu, bo jest w moim odczuciu smaczniejsza.
Placki serwować polane syropem klonowym i posypane wiórkami kokosowymi.
Smacznego!





07 maja 2015

Naleśniki ze szpinakiem i fetą


Sądziliście, że naleśnikowy tydzień wyczerpał temat naleśników? Ależ skąd, mam jeszcze sporo pomysłów w zanadrzu! Ten konkretny, ze szpinakiem i fetą, chciałam zamieścić jeszcze w długi weekend, ponieważ przygotowałam je na nasz wypad działkowy, jako jedzenie piknikowe pod chmurką. Przeliczyłam się jednak i małżonek ze szwagierką i Tosia byli tak wygłodniali, że nie było szans na zrobienie jakichkolwiek zdjęć. A wszystko było tak ładnie poukładane w pudełeczkach i wyglądało tak elegancko i fotogenicznie ^_^ Cóż, życie pisze swoje scenariusze i naleśniki musiałam zrobić raz jeszcze w tygodniu. Są naprawdę smaczne i jak pokazuje nasz przykład, świetnie nadają się na majówkowy piknik.



Naleśniki ze szpinakiem i fetą

  • 300ml mleka
  • 2 jajka
  • 125g mąki
  • 30g rozpuszczonego masła
  • 250g piersi z indyka
  • zioła
  • 200g szpinaku mrożonego rozdrobnionego
  • 200g fety
  • 1 ząbek czosnku
  • łyżeczka soku z cytryny
  • zioła
Pierś z indyka dobrze umyć i pokroić na drobną kostkę, obsypać dowolnymi przyprawami i ziołami (u nas pieprz ziołowy, rozdrobnione suszone pomidory, czarnuszka, czosnek niedźwiedzi, bazylia, papryka słodka i ostra oraz kurkuma). Przełożyć do rękawa, zasznurować szpagatem z obu końców i nakłuć w kilku miejscach igłą albo wykałaczką. Piec w 180 stopniach 25 minut.
Mleko zmiksować z jajkami, aż się spienią. Wsypać mąkę i ponownie zmiksować na gładko, na koniec cienką stróżką wlać roztopione masło. Smażyć po 3/4 chochli na dobrze rozgrzanej patelni z odrobiną tłuszczu (masła klarowanego, oleju kokosowego albo rzepakowego).
Szpinak wrzucić do garnka i na małym ogniu rozmrozić i odparować, odstawić na bok. Do jeszcze ciepłego szpinaku wcisnąć czosnek, wsypać zioła i wlać sok z cytryny. Na koniec dodać rozgniecioną fetę i dobrze wymieszać.
Serwować w dowolny sposób, u nas masa szpinakowa z fetą została rozsmarowana na naleśniku, na to wyłożone kilka kawałków indyka i to wszystko razem zawinięte w rulonik.
Smacznego!




05 maja 2015

Budyń jaglano-orzechowy


Pożywne śniadanie dla małego dziecka, często to problem i mamy zachodzą w głowę, co by tu zrobić, żeby nie było kolejną odmianą kanapki. U nas w zasadzie codziennie jest co innego, staram się serwować Tosi jedzenie tak zróżnicowane, jak tylko się da. Codziennie na któryś posiłek są kanapki z różną zawartością, ale na pozostałe posiłki są różne inne wymysły. I to jest na przykład taki wymysł, stworzony na poczekaniu, do czego wszystkich gorąco zachęcam, bo takie spontaniczne dania często okazują się najsmaczniejsze!
Łamiemy też stereotyp, że dzieci BLW nie jadają papek. Jadają, jadają, tylko gęstsze i zawsze przy pomocy rąk lub samodzielnie łyżeczką :D



Budyń jaglano-orzechowy
  • 30g płatków jaglanych
  • 1 szkl. mleka (u nas ryżowe) lub wody
  • 1/2 banana
  • 1 łyżka masła orzechowego
Mleko zagotować, po czym wsypać płatki. Gotować na malutkim ogniu przez mniej więcej 7minut, aż płatki dobrze zgęstnieją (można też użyć ugotowanej i zmiksowanej kaszy jaglanej). Banana zmiażdżyć widelcem na papkę i połączyć z masą jaglaną i masłem orzechowym. Jeśli ktoś preferuje bardziej gładką konsystencję, typowo budyniową, można jeszcze zblendować.
Smacznego!







01 maja 2015

Pischinger kakaowo-daktylowy


Specjalnie na majówkę mam dla was coś naprawdę prościutkiego i szybkiego, a przy tym naprawdę pyszny to łakoć. Pischinger to bardzo popularne w Krakowie wafelki, reszta kraju nazywa je andrutami :D Ja natomiast po kilku latach mieszkania w Krakowie mam tylko jedno skojarzenie, kiedy widzę tak przygotowane wafle, właśnie typowo krakowskie. Zgodnie z aktualną wiedzą, pomysłodawcą pierwszego torcika Pischinger był dziewiętnastowieczny, wiedeński cukiernik Oskar Pischinger. Po dziś dzień przygotowuje się go na terenie całej Galicji, stąd też może ta nazwa zagościła w małopolsce wypierając bardziej polskiego andruta.


My przygotowaliśmy wafelki specjalnie na majówkę (niemalże całą rodziną), w dodatku wersję nieco zdrowszą niż tradycyjna i bardziej wilgotną. Do przełożenia wafli użyłam goszczącej już na Przepyszniku daktylowej nutelli, żebyście jednak mieli wszystko w jednym miejscu, powtórzę cały przepis.
Uwielbiam słodycze, które można jeść niemalże bezkarnie!





Pischinger kakaowo-daktylowy
  • 100g daktyli
  • 1/4 szkl. mleka roślinnego bądź krowiego
  • 2 łyżki karobu bądź 3 płaskie łyżki kakao
  • 0,5 szkl. nerkowców bądź orzechów laskowych
  • opakowanie wafli
Daktyle wydrylować, zalać wrzątkiem i zostawić na noc. Rano odsączyć i zmiksować w całości, wlać mleko, wsypać karob/kakao. Nerkowce bądź orzechy laskowe zmielić w młynku do kawy na mąkę, bądź jeśli ktoś lubi nagryźć od czasu do czasu kawałek orzecha, można zmielić nieco grubiej. Dorzucić orzechy do reszty składników i wszystko dokładnie zmieszać na krem, którym następnie można od razu przełożyć wafle, układając jeden na drugim. Po wyczerpaniu całego kremu pokroić Pischingera w prostokąty lub trójkąty dowolnej wielkości.
Smacznego!






30 kwietnia 2015

Zapiekanka ryżowa z tuńczykiem i szpinakiem


Dziś mam dla was kolejną odsłonę zapiekankową. Tym razem coś, co zaserwowano nam w gościnie, smak tak bardzo mi przypasował, że poprosiłam gospodynię o przepis i oto jest także dla was. Połączenie smaków w tej zapiekance jest naprawdę wyjątkowo trafione i wszystkim u mnie w domu bardzo zasmakowała, także będę ją piekła zapewne jeszcze nie raz.



Jedna dodatkowa uwaga, radzę unikać puszkowanego jedzenia jak ognia, sama większość produktów kupuję w kartonach albo butelkach. Jest jednak jeden wyjątek, którego w żaden sposób obejść nie umiem i chyba nawet nie bardzo mam jak, mianowicie tuńczyk. Nie jadamy go często, właściwie jedynie do tej zapiekanki, także czuje się w jakimś stopniu rozgrzeszona, choć nie ukrywam, że zachwycona nie jestem. Myślę jednak, że nie ma co robić tragedii, tuńczyk w tym daniu tak bardzo pasuje, że nie miałam serca go pominąć czy zastąpić czymś innym.





Zapiekanka ryżowa z tuńczykiem i szpinakiem
(około 4 porcje)

  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 1 cebula, posiekana
  • 1 szklanka ryżu basmati 
  • 2 szklanki bulionu
  • 400 g tuńczyka z puszki w sosie własnym
  • 120 g (około 1/2 szklanki) suszonych pomidorów
  • 200 g sera mozzarella
  • 50 g parmezanu
  • 100 g mrożonego szpinaku
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 jajka

Szpinak wrzucić do garnka, rozmrozić i odparować wodę. Na rozgrzanej oliwie lekko podsmażyć cebulę, aż się zeszkli. Zwiększyć ogień i dodać ryż, podsmażać około 1 minutę, po czym zmniejszyć ogień na minimalny i zalać połową bulionu. Przykryć i gotować przez 2-3 minuty. Dolać resztę bulionu i gotować jeszcze 10minut. Zdjąć garnek z ognia i odstawić do przestygnięcia. W tym czasie pokroić na drobno pomidory i mozzarellę (średnia kostka), parmezan zetrzeć na tarce, na małych oczkach. Czosnek przepuścić przez praskę, a jajka w osobnej misce lekko ubić miotełką.
Piekarnik rozgrzać do 190 stopni. Formę lub naczynie żaroodporne wysmarować masłem. Do dużej miski wrzucić przestygnięty ryż, szpinak, rozdrobnionego tuńczyka i resztę składników, dokładnie wymieszać i przełożyć do naczynia żaroodpornego. Piec pod przykryciem (żeby zapiekanka za bardzo nie wyschła) około 40 -50 minut. Po wyjęciu z piekarnika zostawić w formie ok 10 minut.
Smacznego!